Zdjęcie z mojego pierwszego razu na Zakrzówku.
Pogoda była genialna (zachciało mi się biegać w krótkim rękawku, czego efekty potem dotkliwie mi doskierwały), towarzystwo było jeszcze lepsze, cudowna muzyka w tle (myślę, że Mała Skarpeta miałaby tu małe zastrzeżenia:P) no i prawie schłodzone piwo.
Zalew jest gigantyczmy :O Nie miałam o tym pojęcia. Zarazem niezwykle piękny, urokliwy oraz górzysty (przynjamniej dla tych inteligentynych ludzi, którzy nie znajdą drogi!). Woda zielonkawa, głęboka w cholerę i tylko co jakiś czas słychać chlupot, gdy wynurza się jeden z płetwonurków.
Zdecydowanie planuję się tam ponownie wybrać, ale jak zwykle nie ma z kim i nie ma kiedy. No me gusta.
Po tym wypadzie, przez parę dobrych dni łaziło to za mną,.. dzięki Anita!
Pokaże ci, jak się spada z dachu, naucze˙ cię jak sie spada z dachu,
Pokaże ci, jak sie spada z dachu, naucze cię...
_____________________________________________________________________________________________________________
wyglądasz tak nierozsądnie to nieistotne!
Ostatnimi czasy udało mi się być na dwóch koncertach moich Muszysk. Wciąż bez Big City Girl. Ogólnie śmiesznie było, 6 biletów w ręku, gratisowa płyta dzięki Odwodnionemu Podejsonowi i Nie przeszkadzająca koszulka. No i 'aj bilif in nafin'.
Fajnie fajnie, a za tydzień APOOOOOcalyptica. jee.