Jak to ostatnio powiedziała mi teraz już bliska dla mnie osoba, tkwię w tym wszystkim chyba tylko i wyłącznie z przyzwyczajenia, boję się zmian, które mogłyby wyjść mi na lepsze, a takim sposobem męczę się, cierpię, kończę, choć nawet nie umiem tego pokazać, jak bardzo sobie nie daję rady, jak bardzo mi źle, a płacz już nawet nie daje spokoju. Zmiana szkoły, miasta, ludzi, uczuć, wszystkiego naprawdę mnie zachęca, ale że jestem tchórzem, to tkwię w tym gównie dalej. Ile jeszcze? Jeżeli nic się nie zmieni, nadal będzie tak jak teraz, nie zobaczę ani trochę walki, tego, że zależy, że kocha, cokolwiek, to wszystko się samo rozwiąże, rozpadnie i koniec. Odliczam.
22 godz. temu
30/05/2012 14:07:44
28/05/2012 15:34:54
27/05/2012 11:25:26
26/05/2012 20:27:59
25/05/2012 15:11:39
20/05/2012 9:50:09
18/05/2012 15:10:09
Wszystkie wpisyxmassax
capeofgoodhope
kiityy
swiatzamknietywaparacie
mortisza
kawabezkoffeiny
264269
tooola
Wszyscy znajomi