Poznaję już co to jest ekstremalne zmęczenie. Sprawy któymi zamartwiałam się niedawno wydają się jakimiś błahostkami.
Nie wiem jak to możliwe, ale od marca wszystko dalej się JEBIE.
Od dłuższego czasu samo otwieranie oczu graniczy z cudem. Dziwne rzeczy się dzieją, nocne przechadzki po ulicy pełnej pędzących samochodów, myśli, które budzą o 3 w nocy, niekontrolowany strach.... Za dużo jak na mnie.
Do tego "motywujące" gadki ludzi.
Nie lubię, gdy ludzie od których ocvzekuję wsparcia przyjacielskiego traktują mnie jak potencjalną pacjętkę na kozetce. To chyba przykre
Chyba jednynie moja mama ze mną daje rady, a ja przez to wszystko zaczynam czuć się jak malutkie dziecko.
Tak bardzo chcę wyjechać, chociaż zdaję sobie sprawę, że nioe zmieni to podejścia ludzi do mnie, że wcale nie zacznę od nowa i nie zapomnę o przeszłości. Ani, że się nie otworzę przed kimś na 100%. Raz wystarczył, drugi raz nie chcę zawodu.
W tamtym roku czułam,że było tak źle, że sięgnęłam dna. I znów jest głębiej i głębiej.
Byłoby super, gdyby po wyrzuceniu słów w sieć, razem z nimi znikały problemy, prawda?