To na zdjeciu to moje wspaniałe dzieło podarowane mojemu krejzolowi na urodziny szesnaste, który byly sto lat temu. Bo właśnie, ja tu jakieś sto lat nie pisałam.
No cóż, co się działo u mnie przez ten czas. Tak, wiem. Wszystkich to interesuje. Niemniej jednak zdołałam zawalić w szkole, co tylko się dało. Jestem zdolna. Ale to nic. Uwierzyłam (mimo wszystko), że dam radę fantastycznie napisać maturę (która jest za sto lat, ale strasznie się tym przejmuję) i się dostanę. Tłukę to sobie do głowy.
No dobrze, po zawaleniu wszytskiego, co się dało były FERIE! A w ferie było ambitnie, przerobiłam całą starozytność. Sama. Z własnej woli. Ale to mniej ważne. Był u mniej moj kochany krejzol, wyżej już wspomniany. I bylo absolutnie fanastycznie. Była masa żarcików z których nikt inny by się nie śmiał (DRACO MALFOY MA ODKURZACZ!!!), masa Placebo I Green Day'a (niestety w tej kolejności, to wszystko przeze mnie), Ashtray Heart 8 bit (absolutne love), awangardowa modernistyczna szarlotka, naleśnik który napierdalał miłością, zyliard idiotycznych zjęć z których żadne nie może ujrzeć światła dzienniego bo to nie przystoi, pogaduszki przy HERBACIE... aaaaach!
A teraz co? No cóż. Mój mózg odmawia mi posłuszeństwa i domaga się odrobiny endorfin, mimo że staram się mu przetłumaczyć, że po kilku dniach wesołego podskakiwania bedzie tak jak zawsze. Bo będzie. Ja i cały wszechswiat to wie. Uch
6,5/8. Jestem z siebie strasznie dumna.
21/02/2010 20:51:01
11/01/2010 18:37:33
15/12/2009 20:21:28
11/12/2009 21:16:32
09/12/2009 18:13:38
07/12/2009 18:55:38
21/11/2009 17:25:53
14/11/2009 21:34:00
Wszystkie wpisyadeline
usmiechemzarazac
graszkaaa
hablababla
bezpokory
beaucoup
botox
mrozonybanan