JESTEM...
Uśmiechniętą cytryną w koszu pomarańczy
Najsmutniejszą dziewczyną z martini
Pozorem i złudzeniem
Emocjonalną terrorystką
Iluzją oddalania się w miarę przybliżania
Sterem, żeglarzem, okrętem
Przewidywalną niewiadomą
Niepewnością
Zazdrością
Złośliwością
Uporem maniaka
Kaprysem
Prowokacją
Sprzecznością
Perfekcjonistką
Wróblem, który marzy o gwiazdach
Źrenicą marmurowego pomnika
Papierosem w ustach ascety
Namiętnością w zakonnej celi
Bezsennością
Koszmarem ja jawie
Bajką z obrazkami dla dzieci
Bajką z obrazkami dla dorosłych
Świętą zwykłością
Wyjątkową przeciętnością
Przeciętną wyjątkowością
Pośpiechem warg i drżeniem rąk
Codziennością
Żywiołem
Zagadką
Swoim największym wrogiem
Niezdecydowaniem
Ryzykiem
Impulsem
Subtelnością i zmiennością
Czystym szkłem
Wyobraźnią i fantazją
Księżycem, który nie potrzebuje gwiazd
Książką z antykwariatu bez okładki
Trójmasztowcem bez żagli
Impresją
Ambicją
Egoizmem
Zakrętem na prostej drodze
Radością pod powiekami
Agresją
Empatią
Gadatliwą ciszą
Marzycielką
Buntowniczką
Umysłem zniewolonym wolnością
[ dla tych, którzy wolą prozę ]
Dusza artystki, wrażliwa, delikatna i uważnie schowana pod maską dekadenckiego egoizmu.
Obserwuje, notuje w wyobraźni, patrzę, widzę i zapamiętuje. Nie wierze w słowa, bo choć pięknie dobrane, pozostają jedynie słowami, a mówić potrafi każdy. Ufam oczom, spojrzeniu, dotykowi, wymownemu milczeniu, zaciśniętym ustom, gdy człowiek chce coś powiedzieć, ale boi się, by nie stracić chwili.
Częściej żyje w cieniu tego, jaka chciałabym być niż w konfrontacji z tym, jaka naprawdę jestem.
Jestem indywidualistką i perfekcjonistką, egoistką i minimalistką w jednym ciele. Tolerancyjna dla innych, nigdy dla siebie. Nigdy nie rezygnuje, nigdy nie załamuje rąk i nigdy na nikogo nie liczę. Wszystkiemu można nadać dowolny kształt, ulepić jak z plasteliny, zniszczyć i zacząć od nowa. Odginam stereotypy i tworze własne ideały.
Uwielbiam przestrzeń, wolność i nieskrępowanie. Rozwiane włosy i rozmazany makijaż. Kolory i wyrazistość. Pasje, oryginalność i własne przekonania. Łąki nad Wisłą. Detale, szczegóły, fragmenty większej całości. Poezje w lekkich ruchach ręki. Dźwięk ciszy. Komfort samotności z wyboru.
Chłód krakowskich kamienic. Gładkie kartki i ołówki, bo pozostawiają dowolność. Szczerość. Uśmiech na małych, dziecięcych twarzach. Zapach nasycenia. Finezje nienasycenia. Adrenalinę codzienności.
Myślę dużo, choć niekoniecznie konstruktywnie. Często zastanawiam się, co by było gdyby. Wszystko odkładam na ostatnią chwilę. Daję drugą szanse choć sama rzadko ją dostaje. Nie spuszczam potulnie głowy gdy ktoś mnie obraża. Ostentacyjnie przechodzę przed twarzą tym, którzy mnie ignorują i lekceważą. Wracam jak bumerang tam gdzie mnie nie chcą, pale za sobą mosty, wymykam się tym, którym zależy.
Rezygnuje z tego, co mam podawane na tacy. Idę tam, gdzie trzeba walczyć. Najczęściej przegrywam, ale trzeba być tam, gdzie jest najtrudniej.
Nie nadstawiam drugiego policzka. Oko za oko.
Gwałt niech się gwałtem odciska
Nie przyjmuje "nie" jako odpowiedzi.
Nie ma marzeń skazanych na niespełnienie.
Tylko czułość idzie do nieba.
Mam jednocześnie 7, 17 i 70 lat.