Choć może jednak nie w całkowitym oczekiwaniu; ponoć karma działa wtedy, kiedy jej się nie oczekuje. Kiedy robię coś bezinteresownie, niczego nie oczekuję. Liczę po cichu jedynie na to, że ludzie wkońcu zaczną czynić podobnie i nie będą czekać na wieczne w zamian.
Czasem jednak nachodzi mnie myśl, że jak na razie tylko ja przeżyłam trasformację, a moja osobista, prywatna karma, cały czas błądzi gdzieś poza moim zasięgiem. I jakoś się jej nie spieszy.
Nie odnosicie czasem wrażenia, że tylko wy chcecie dobrze i jako jedyni przejmujecie się szczęściem innych, kiedy to oni z kolei swoje wartości mają za nieważne ?
Troska to też część kultury osobistej, której niestety, ale niektórzy są pozbawieni. Nie troska, tylko troska troska. :)
Dość o karmie.
Ostatnimi czasy przeżyłam prawdziwe i jedyne w swym rodzaju Katharsis.
Jest to swoisty rodzaj oczyszczenia. Efekt ten osiągnęłam poprzez wydobycie tych naprawdę najgłębszych trosk, obaw właśnie, smutków i żali, które bedąc na samym dnie, tłumiły moje emocje, bądź dublowały je, tworząc nieuporządkowany chaos, natłok myśli i podświadomy brak szczęścia. Sama rozliczyć się z nich nie mogłam, uzyskałam pomoc osoby, która zdobyła się na ich wysłuchanie i udzielenie racjonalnych odpowiedzi.
Miłości nie dzieli się na więcej niż dwie części.
Wiem jaka jest moja droga, ale jeszcze za wcześnie abym zdobyła się na podjęcie tak ważnych działań.
W tym wymiarze podświadomości czas istnieje, więc obiecuję.
W innym jego wymiarze, jesteśmy zawsze i wszędzie, gdzie tylko chcemy.