takie tam, kolejne rodzinne. <3
ciocia Kagrru, ja oraz kuzyn Shelek. :>
he he he, na Slayerze wyjebiście.
jak zwykle wielce udany sępik,
nowe znajomości, rozpierdol,
utrata dużej ilości włosów ;___; ,
napierdolenie się za darmo,
UTRATA FLANELI, prawdopodobnie
złamanie małego palca u prawej stopy,
prawie wyrwanie obydwu kolczyków
z wargi, ale trzymają się dzielnie <3 ,
ii... ZŁAPAŁAM BUTELKĘ PO WODZIE
WOKALISTY LUXTORPEDY, hee.
to śmieszne, że rozpłakałam się
na widok wujcia Tomcia...
miło mi się zrobiło, bo stałam akurat
w pierwszym rzędzie i się do mnie uśmiechnął.
szkoda, że później wyjebały mnie dresy gdzieś w tył.
i powtórka z Sonisphere 2010, aka
przygniecenie przez dużą ilość chłopa,
zasłabnięcie i prawie śmierć na miejscu.
śmiesznie, że znowu na Raining Blood XD
i znowu próba wezwania karetki, kiedy
wstaję i mówię: zostawić mnie kurwa, żyję.
i zaraz znów napierdalam w mosh.
GDZIE NIE PRZEJDZIESZ, MOSH.
NIE STOISZ SPOKOJNIE, WSZYSCY W MOSHU.
i to rozumiem.
jak na rok 2012 - najbardziej zajebisty koncert.
zobaczymy co z Exodusem i Overkillem. :3
ptaszki śpiewają, że w grudniu ma być Kreator.
ej, odezwij się chujcu.
> Slayer - Raining Blood <