od czego by tu zacząć
minął czas sesji przetrwałam 13 egzm plus zaliczenia ćw. czyli ogolnie ok 25 strać :P
absurdalność na uczelni mnie momentami przerastała
scenka rodzajowa:
egzm. u profesora X ( powiedział, że bedzie przepisywał od 4 oceny z ćw)
wchodzi po kolei 3 kolesi z 3 z cw.
K1. Panie prof przepisze pan 3
P. Prosze dać indeks 3 do widzenia
K2 zaczął pytać K2 nic nie umie ...
P. pan jest nieprzygotowany prosze przyjsc na poprawke (ale 2 nie wpisał)
K3. tez nic nie umiał
P. Proszę dać indeks. 2 . Proszę przyjsc z karta poprawkowa.
i zrozum człowieku jak to działa....
poza tym tradycyjnie 4 godziny czekania na egzamin (najdłuzej czekałam 8 ale to tak troche na własne życzenie) 5 minut odpowiadania ...
kolejki wszędzie i po wszystko chyba przez cały semestr nie spędziłam tyle czasu na uczelni co w ciągu tych 3 tygodni
no ale z głowy
jeszcze tydzien wolnego (nie liczać japońskiego we wtorek i czwartek) w koncu moge pozamarzać w stajni
mam nadzieje ze te temperatury syberyjskie sie niedługo skończą (chociaż wizja pływania kajakiem na uczelnie i do stajni tez nie budzi mojego optymizmu)
Max przez to futro powiekszył sie o 2 rozmiary a jego głowa o 4!