[słucham] Ostatnio żywię naprawdę gorące uczucia względem Disturbed, znów zakochałam się w Christianie Climerze, więc na tapecie również There For Tomorrow, jak i wciąż nie mogę się uwolnić od Jamesa Hornera. Cała paleta muzycznych barw króluje na moim Winampie. I tylko do jrocka jakoś się znów przemóc nie potrafię, a przecież całą sobotę pragnę spędzić właśnie w jrock roomie na Magni. Może entuzjazm muzyczny innych udzieli się również mi.
[czytam] Wstręt przed-maturalny zmusza mnie do książkowego bojkotu, choć z każdym dniem coraz bardziej przekonuję się do historycznego Vademecum (Przydałby się dobry korepetytor, z niesamowitą cierpliwością).
To niesamowicie dziwne, ale nie mam pomysłu na notkę. Zazwyczaj ładuję tutaj jakieś debilne przemyślenia, filozofie, którymi zastąpić chcę własne słabości, moralistyczne bzdury, do których sama nie potrafię się zastosować, a którymi karmię innych.
Od dwóch tygodni jestem naprawdę szczęśliwa, a w chwilach euforii nie potrafię pisać, bo szczęścia nie umiem opisać słowami; to tylko uśmiech na moich wargach, tak rzadko na nich goszczący.
Wiosna zdecydowanie zakrólowała nie tylko za oknem, ale również w moim życiu i bynajmniej z powodu miłości, ten stan jest dla mnie nieosiągalny, jakby ta część uczuciowego ośrodka została mi brutalnie wydarta.
Gdy przestałam na siłę gonić marzenia, łapać je zachłannie w dłonie, one same wpadają ochoczo w moje ręce. Moje serce znów zaczyna pracować, język odzyskuje ciętość, a duch odzyskuje wolę walki.
Coraz częściej zauważam, że ludzie przestają potrzebować realnie myślących cyników, sarkastycznych dupków, jakim niechybnie jestem. Człowiek sam dla siebie stał się najlepszym demotywatorem, bo zaczął zważać na własne błędy i sam sobie dokopuje. A z racji tego, że ja, marny filozof, dorywczy psycholog i urodzony cynik tracę przynoszącą mi satysfakcję pracę, czas na relaksacyjne wakacje w doborowym gronie. A to jednoznacznie oznacza wybycie na zasłużony urlop. Pierwszym celem jest Kraków, a jak Kraków to oczywiście Magnificon. Czas ruszyć wygrzane przez zimę pod kocem kości i poskładać do kupy tego starego otaku, który zatrzymał się na etapie, gdy szczytem trendu był Naruto, a Dir en Grey popierdalał w seksownych sukienkach. I choć fandom, przynajmniej jrockowy jest dla mnie złem koniecznym, z którym identyfikować się muszę tylko ze względu na pokrewieństwo zainteresowań, to jadę tam z dawno u mnie nie spotykaną radością.
Jeśli jest ktoś odważny, kto się nie boi, ze go zjem, zabije, zanudzę (niepotrzebne skreślić), to ja z wielką chęcią spotkam się na Magni (dać znać, zeby łatwiej było się złapać) ;) 
Z wieką niechęcia wracam więc do historii i fantastycznych dziejów naszego cudownego kraju. Niezłomna ma wiara w powodzenie na maturze.
---------------------------------------------
"Wariat to człowiek cierpiący na dużą niezależność intelektualną."
rozendoll
- 27/04/2010 19:00:57
rozendoll
- 27/04/2010 18:46:19
rozendoll
- 17/04/2010 8:57:27
rozendoll
- 16/04/2010 22:04:06
27/05/2012 21:59:14
28/04/2012 1:14:25
11/04/2012 13:20:55
02/11/2011 23:26:42
26/10/2011 0:23:17
16/08/2011 22:07:51
13/02/2011 23:44:35
02/01/2011 2:32:00
Wszystkie wpisynishimuramana
trepp
rozendoll
gawor93
kufufu
lotosek
varulf
amberdoll
Wszyscy znajomi