[słucham] Zdarza mi się ostatnio płakać często, częstokroć słuchając piosenek do płaczu wcale nie skłaniających, skocznych, wesołych, rzadziej smutnych, zalatujących romantyczną melancholią i odorem samobójczej śmierci. Czasami liznę Blessthefall, już nie z sentymentu a znów z uwielbienia, skubnę trochę Skini Patrini, czasami dorzucę również odrobinę Paramore (nie mylić z Paramontem ;) ), doprawię szczyptą Starego Dobrego Małżeństwa dla odmiany nie tak częstej, a bardzo miłej.
[czytam] Usystematyzowałam swoją biblioteczkę, stworzyłam zrewolucjonizowany tok myślenia, pogrupowałam książki, na ważne - historyczne, ważniejsze - letury i najważniejsze, te, które czytam z zamiłowania. Dlatego teraz na tapecie "SMS", a później się zobaczy, gdyż zaczynam żyć bez planu, na dzień dzisiejszy przynajmniej planować nie zamierzam, choć jutro pewnie z racji przyzwyczajenia i tłumacząc to sobie rytuną zapiszę na jakieś spontanicznie wyrwanej kartce plany na dzień najbliższy, na tydzień, na miesiąc, na rok, na życie jakiś przepis, a potem oczywiście absolutnie się z niego nie wywiążę, tłumacząc swoje błędne decyzje, które powoli zataczają zwężające się wokól mojej osoby koło zawieruszoną gdzieś między rzeczywistością a snem kartką.
Wieczorem, stojąc przed lustrem i prostując włosy, gdy skonfrontowana zostaję twarzą w twarz z własnym "ja", którego na codzień nie dostrzegam, nachodzą mnie dziwne, nieco zapewne fatalistyczne, może wręcz pesymistyczne miejscami myśli. Patrząc na swoje odbicie zdaję się przegądać przez nie, przeszywać swoją osobę na wylot, zaglądać w głąb czegoś, czego nie byłam świadoma i gdy już dochodzę do kulminacyjnego momentu, zawsze ktoś wchodzi do łazienki, przerywa dekadencki wywód mojego umysłu, zmęczonego codziennym dniem, który powoli zaczyna stwać się nieznośną rutyną.
Zastanawiam się czy dokonuję dobrych wyborów i czy to co mówię jest do końca prawdziwe, czy stanowi jedynie reakcję obronną mojego nieufnego z reguły umysłu. Chciałabym kiedyś po skończonym miesiącu znów powiedzieć - "To był udany miesiąc!" i nie mieć żadnego, najmniejszego "ale", być przekonaną, że zrobiłam wszystko co chciałam, na co było mnie stać, co sobie postanowiłam, że żyłam znów, chociaż raz na "sto pro". Dlaczego więc nie potrafię? Nie umiem już rozgraniczyć czy jestem zbyt wielkim realistą, czy zbyt fatalnym marzycielem i choć postawy te są tak niezwykle skrajne, stanowią w mojej osbie jakąś dziwną symbiozę, jakby w jednym ciele mieszkały dwie zwalczające się dusze, nie, dwie współpracujące dusze, które jdnak mimo wzajemnego kompromisu nie potrafią pogodzić się ze światem, gdyż jest dla nich zbyt racjonalny i zbyt rozmarzony jednocześnie.
Podobno tylko w głębi własnego umysłu jesteśmy sobą. A co jeśli i tam zatraciliśmy już prawdziwy obraz samego siebie? Jesli lustro, w jakim się oglądamy jest tylko odbiciem tysiąca naszym masek, które kurczowo przywarły do naszych twarzy? Co jeśli sami siebie nie potrafimy już zdefiniować, jeśli jesteśmy nawet dla samych siebie tylko syntezą wszystkich wyobrażeń jakie mają o nas inni? Wierzę w to, że nawet jeśli sami zatraciliśmy siebie, potrafimy odnaleźć swoją tożsamość w drugim człowieku i stojąc wczoraj przed lustrem doszłam do smutnego wniosku, iż ja swoją szansę już miałam i bezpowrotnie ją straciłam, gdyż wierzę również w to, iż jeśli raz zgubiliśmy właściwą drogę i to z własnej głupoty, tysiąc drogowskazów nie wskaże nam znów właściwego kierunku. Odnalazłam siebie w drugiej osobie i przy niej znalazłam swój szczery uśmiech, odrzucając wszystkie pozornie zbędne maski, a potem wszystko straciłam, bo bez masek byłam już szara, gdyż dobrowolnie odebrałam sobie kolory, którymi pomalowali mnie inni.
I teraz już nie wiem, czy warto starać się o własną indywidualność, czy najważniejsze jest to, by być pogodzonym, szczęśliwym z samym sobą, skoro sami sobie szczęścia dać nie potrafimy. Z drugiej jednak strony nasza prawdziwa twarz nikogo nie interesuje, gdyż szybko straci czystość i nowość, zostanie obszyta łatami przywar, plotek.
Jutrzejszy dzień miał być jednym z najważniejszych dni, powiedziawszy "w moim życiu" skłamałabym i zhiperbolizowała to wydarzenie, jednak na pewno miał to być ważny dzień w tym miesiącu, dzień "mój", poświęcony dla siebie, nie po to, by zadowalać innych. I znów wszystko poszło nie tak, jakby ktoś mścił się na mnie za przewinienia, których się nie dopuściłam, lecz o których tylko myślałam.
Wczorajszy dziń był też dniem utraconych wspomnień, które niezwłocznie muszę odświeżyć, gdyż tęsknię za chwilami, gdy gadu gadu obegane było rozmowami z ludźmi, których widywałam tylko na konwentach, na koncertach, a którzy byli mi, nie oni wciąż są mi bliźsi niż własna rodzina. Tęsknię za nocnymi pociągami, na rozmowami do samego rana, za śmianiem się do monitora, za listami, na których nadejście czekałam z ekscytacją godną małego dziecka. Wszystko to uleciało gdzieś, przeleciało mi przez palce, najbliźsi ludzie przelecieli mi przez palce niczym ziarenka piasku, a teraz bezskutecznie staram się je pochwycić w drżące ręce
Uświadomić sobie muszę, iż żadne działanie nie ejst w gruncie rzeczy bezskuteczne, gdyż każde ma jakiś sens i prawdą jest, iż każdy z nas jest kowalem własnego losu i gdy odpowiednio chwycimy młot zdołamy osiągnąć wszystko. Teraz muszę tylko w to uwierzyć, a to znacznie trudniejsza do opanowania sztuka.
--------------------------------------------
" Z głupim człowiekiem nie warto gadać,
Więc stulcie pyski i proszę siadać!"
I.S. Witkiewicz (od dzisiaj, zaraz po Szekspirze moje guru :D)
27/05/2012 21:59:14
28/04/2012 1:14:25
11/04/2012 13:20:55
02/11/2011 23:26:42
26/10/2011 0:23:17
16/08/2011 22:07:51
13/02/2011 23:44:35
02/01/2011 2:32:00
Wszystkie wpisynishimuramana
trepp
rozendoll
gawor93
kufufu
lotosek
varulf
amberdoll
Wszyscy znajomi