rzymskie.
dzieje się dużo rzeczy.
jest paskudnie. nie mam motywacji. nie mam rezultatów.
za to mam gigantyczną presję i kretyńskie poczucie winy.
mam też rozwalającą się przyjaźń, osoby o które trzeba nieustannie się martwić.
wielki deficyt budżetowy i ogólne zmęczenie.
powinnam przestać jęczeć i wziać się do roboty.
tylko nic innego od pieprzonych 2óch tygodni nie robię.
znając życie efekty będą mierne.
mam dość jednoznacze, pesymistyczne myśli.
i mam dosyć.
byle przetrwać jutrzejszy dzień...