Gówniarz ze mnie.. Taki wyrośnięty dzieciak.
Mało wiem.. Nie interesuje się polityką, rzadko oglądam wiadomości, z historii leżę, nawet z geografii wiem niewiele, pomimo, że bywam "tu i tam".
Mam wykształcenie wyższe! Licencjat w dziedzinie finansów. Ładnie brzmi? Ani trochę nie czuję się kompetentny w tej dziedzinie. To tylko papier. Przez egzaminy udało mi się "prześlizgnąć" poprzez odpisanie od kogoś, ściąganie, nauczenie się minimum, które pozwalało zdać egzamin. Nie mówię, że zawsze.. Ale często. Nie jestem z tego dumny..
Na myśl o finansach, instrumentach finansowych, rachunkowości, ubezpieczeniach itd itp.. czułem wewnętrzne "bleee". W takim razie po co to?! Dla papierka.. Żeby mieć wykształcenie. Uległem oczekiwaniom wobec mnie. Ale też z braku pomysłu na lepsze rozwiązanie- co dalej robić.
Nie pochwalam takiego studiowania.. Mam wielką nadzieję, że drugi stopień studiów (teraz już na kierunku Zarządzanie), który właśnie zacząłem, przeżyję inaczej.
Mam problemy z kontaktami z ludźmi.. Tylko z nielicznym gronem ludzi potrafię normalnie porozmawiać. Z innymi rozmowa jest dla mnie stresująca, nie wiem co mam mówić, nie czuję się swobodnie. Z utrzymaniem kontaktów też nienajlepiej.
Chyba mam też problem z zaangażowaniem się w coś. Istnieje bardzo wiele rzeczy/spraw/grup, które rozpocząłem, a po czasie zacząłem się od tego oddalać, zostawiłem.. Przykłady? Karate, Art Play, organizacja studencka Paneuropa, Polibuda (AiR), bmx, itd.. chociaż to też częściowo może wynikać z nienajlepszych kontaktów z danymi ludźmi.
Problemy z wyrażaniem własnego zdania- o ile je posiadam, bo niestety w wielu kwestiach brakuje mi własnego zdania na dany temat (co tłumaczę sobie małą wiedzą).
Często podczas poważniejszych rozmów czuję się "głupi" i niekompetentny w danej dziedzinie, więc pozostaję raczej biernym rozmówcą (czy słuchaczem). Pomimo, że chciałbym coś powiedzieć, zwyczajnie nie wiem co.
"Lepsza gorzka prawda niż słodkie kłamstwo"
Oczywiście w 100% się z tym zgadzam. Zdecydowanie wolę usłyszeć od kogoś szczerą prawdę, nawet jeśli jest "niewygodna" czy bolesna niż żeby mi mówił to co, co będzie dla mnie miłe, ale z prawdą nie mające za wiele wspólnego. Lecz jeżeli chodzi o mnie, to z tym także mam problem.. Często nie potrafię (nie mam odwagi?) powiedzieć ludziom szczerze, że coś mi się nie podoba. Nie chodzi o to, że kłamię. Po prostu nic nie mówię. Jestem zamknięty w sobie.
Za dużo siedzę przed komputerem.. Potrafię siedzieć godzinami i nie zrobić przez ten czas niczego konkretnego, niczego twórczego.. To głównie dlatego tak długo opierałem się założeniu konta na facebooku czy naszej klasie. Czy siedzenie na facebooku to nie strata czasu? Trzeba po prostu umiejętnie go używać. Internet, to bardzo przydatna technologia, ale należy umieć z niej rozsądnie korzystać.
To oczywiście tylko część moich "niedoskonałości".
Ten tekst nie powstał dlatego, że mam "doła". Nawet nie mam złego humoru, pisząc te słowa. Sam do końca nie wiem po co umieszczam to na blogu. Ale nie zawsze potrafię odpowiedzieć po co daną rzecz robię, a jednak jakiś sens to ma. Mam wrażenie, że niektórzy z moich znajomych za bardzo mnie idealizują. Miło mi, że dobrze o mnie myślą, ale sam wiem, że do ideału mi daleko.
Chcę umieć stanąć w prawdzie przed samym sobą i być świadomym swoich wad oraz zalet. Stanąć, ale nie stać, tylko ruszyć dalej!
Jeśli człowiek nie mówi o swoich problemach, to nie znaczy, że ich nie ma. Każdy ma. Tak samo jak każdy ma swoje wady i zalety.
Mam wiele do zrobienia ze sobą. Czasem czuję się z tym wszystkim słaby...
"<<Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali>>. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny." (2 Kor 12, 9-10)