|
2009/05/06
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Macie, więc się nie bulwersić!
Lena nabrała podejrzeń, gdy Bee zadzwoniła do niej we wtorek i po raz trzeci zapytała o numer lotu do Grecji.
- Co ty tam knujesz? - spytała.
- Nic - odrzekła ze spokojem Bee.
Gdy Lena znalazła się w czwartek na lotnisku, aby zgodnie z planem odlecieć do Aten, niespecjalnie zaskoczył ją widok Bee, która stała przy wejściu z torbą podróżną przewieszoną przez ramię.
Mowę odjęło jej dopiero wówczas, gdy zauważyła obok niej roześmiane twarze Tibby i Carmen.
- Przyjechałyście się ze mną pożegnać? - zażartowała, pełna radosnych przeczuć.
- Nie, kochanie, raczej przywitać - odrzekła uszczęśliwiona Carmen.
Bee wyznała,że pożyczyła pieniądze na bilet od taty. David, ojczym Carmen, dysponował mniej więcej miliardem zaoszczędzonych kilometrów jako często latający pasażer, więc chętnie się z nią podzielił. Tibby dosała otwarty bilet lotniczy w prezencie z okazji ukończenia liceum.
-Możesz nas nazywać Żebranina, Pożyczka, Kradzież i...? - Bee spojrzała na Tibby.
- Korzyść - odparła rezolutnie przjaciółka.
- Chciałabym być Kradzieżą - poprosiła Carmen.
- A ja Pożyczką - dodała Lena.
- Widzę, że żadna nie chce być Żebraniną - skwitowała Bee.