"Wariatka
Rewolwer, szepnęła cicho magnetycznym głosem w ciemnym pokoju z zamkniętymi drzwiami. Rewolwer, powtarzała nieustannie niczym najgorsze przekleństwo, które przynosi ulgę jej cierpieniu. Lubiła to słowo, intrygująco drżało w jej chłodnych ustach; wymawiając je delikatnie dotykała podniebienia odrętwiałym ze strachu językiem. W pomieszczeniu panowała nieznana jej dotąd, odrętwiała cisza, która wypełniała każdy cal przestrzeni pokoju. Przez granatowe zasłony przedzierało się agresywnie jasne światło księżyca, a w powietrzu unosił się zapach stęchlizny&Mimo woli wzdrygnęła się. Każdy oddech przychodził z trudem i brzmiał niby piskliwy krzyk. Sama nie wiedziała czego się boi, po prostu się bała. Strach ogarnął jej ciało, dodał ostrożności jej ruchom, sparaliżował jej myśli, przysłonił je ciemnym woalem oczekiwania.
Oczekiwanie.
Zwykle to chwila ciszy i brzmiący w głowie komunikat Nie oddychaj!. Nabierane powietrze w płuca tylko po to, aby chwilę potem zostało z ulgą wypuszczone.
Tu jest inaczej. Podobnie, ale inaczej, bo ulga długo nie nadchodzi. Wtedy, jak gdyby czepiając się ostatniej deski ratunku, oddech staje się urywany, krótki. Nie jest to już rozkoszowanie się procesem oddychania, ale jedynie najprostsza czynność, która zapewnia ciągłość istnieniu istoty ludzkiej.
Przystanęła na chwilę i wsłuchała się w ciszę. Nic, ani szeptu, szelestu, skrzypu. Zrozumiała, że jest sama; niby powinna się tym cieszyć, ale nie dawało jej to spokoju. Intulicyjnie przeczuwała, że to nie jest odpowiednie dla niej miejsce. Zdawała sobie sprawę, iż myśli, które teraz nachodzą jej umysł nie są racjonalne; czuła, że&Nagle poczuła ból. Nagły, intensywny, dosadny, konkretny& Jakby sama sobie go zadawała, zdając sobie sprawę z własnych słabości i godząc w nie. Klęknęła i zamknęła oczy. Nie mogła sobie pozwolić na chwilę słabości, nie mogła jej okazać. Była wariatką.
Rewolwer, szepnęła cicho magnetycznym głosem w panującym w pomieszczeniu chaosie. Przez otwarte drzwi i okna wpadało światło słoneczne. W powietrzu wirowały drobinki kurzu; ktoś krzyczał zawzięcie, ktoś gwizdał, mlaskał, skakał i mruczał. Ludzie będący w tym pokoju byli kolorowi. Ich stroje pozbawione były spójności, nie były zharmonizowane. Czerwone spodnie, ubrudzone dżemem z kanapek, które były na śniadanie dwa dni temu; niebieski kapelusz oznaczony śliną posiadacza; fioletowy biustonosz zapięty niezdarnie na pomarańczowej bluzie w celu podkreślenia kobiecości mężczyzny w wieku średnim. Niektórzy z tego towarzystwa uśmiechają się promiennie wysyłając wiadomość światu jak bardzo są szczęśliwi i radośni, reszta z powagą obnosząca swe poważne oblicza. Na środku pokoju klęczy dziewczyna.
Wariatka."
Weronika R.
17/03/2010 17:30:22
14/12/2009 21:17:33
01/07/2009 9:46:06
30/06/2009 11:07:20
27/06/2009 16:14:10
24/06/2009 17:48:09
18/06/2009 20:14:58
16/06/2009 11:11:16
Wszystkie wpisykate89
malldonka
niezlamieszmnie
photoagora
ciarrrrry
kulken
dida94
6paj9
Wszyscy znajomi