|
2010/03/07
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
notabene obudziłam się dziś na brązowym mięciutkim dywanie. wyściełąjącym podłogę w pokoju Oskiego. podzwoniłam talerzami.zbudziłam cały dom. rzępoląc również na gitarze. zjadłam kilka cukierków. odkurzyłam. posiedziałam. pośmiałam się z migrego. będącego na łodzi i kilkakrotnie musiałam nałożyć na głowę żabę,a wszystko to przez grawitację.
potem żegnałam się kilka razy z ludźmi. bo to w sumie fajne. takie pocałowywanki.w niedalekiej przyszłości opuściłam miejsce w którym spędziłam noc i razem z mięśniakiem, dzidzią i fam fatal udaliśmy się w kierunku północno wschodnim. tak się stało że przypadkiem po drodze była biedronka do której wstąpiłam z nadzieją zakupienia loda. wyszłam z malinowym jogurtem. ej boli mnie gardło. a oni z chipsami. cel naszej wedrówki zmieniał sie jak w kalejdoskopie. w końcu zasiedliśmy na osłonkowanej ławeczce. niedaleko mostu. jako iż czas nas naglił,a wiater nie dawał spokoju rozjechaliśmy się do domów. a i byłabym zapomniała w miedzy czasie jakiś zły człowiek utłuszczał mi włosya żeby tego było mało to jestem nie wyspana i głodna.
idę pochłonąć obiad.!