w krwistoczerwonej spódnicy przemieszczam się po ulicach Krakowa. zaglądam do mysich dziur i śmiejąc się głośno, płaczę. potykam się, ale nie przewracam; mijam roześmiane twarze. idzie wieczór, ty siedzisz gdzieś pijany i prorokujesz o życiu. nie utożsamiam się z Tobą, z nikim. ludzie, którzy idą obok mnie, dotykają przypadkowo, lub nawet patrzą mi prosto w oczy są mi obcy. nie czuję więzi z nikim. jestem ja, i moje wriactwo. siadam na niewygodnym stołku i zamawiam kawę. jest cholernie gorzka, tak jak Twoje usta po piątym papierosie. jak opuszki Twoich palców w czerwcowy wieczór, kiedy w deszczu odprowadzasz mnie do domu. nie szukam wspomnień, przez okno patrzę na skąpaną w mroku ulicę Bracką. nie wyrażam na nic zgody, nie chcę mieć z ludźmi nic do czynienia. wyjmuję kartki i przy świetle świecy pisze list do Miss avarii. tak abrdzo brakuje mi samotności, że aż muszę się do kogoś przytulić.
aktualnie wybieram się w bardziej ustronne miejsce, i o dziwo nie są to Twoje ramiona; wiesz już jak smakuje pocałunek
12/09/2010 13:45:53
31/08/2010 12:58:06
07/08/2010 23:06:25
05/08/2010 13:37:52
19/06/2010 12:50:22
18/06/2010 9:10:23
17/06/2010 18:18:02
13/06/2010 9:54:07
Wszystkie wpisypomaranczowabajka
xfresas
monikaaachicken
czekoladowap
cherryandstrawberry
ainederry
bardziejpidzamanizporno
funtu
Wszyscy znajomi