no cześć. znalazłam dziś jakieś dwie minuty wolnego czasu, w końcu!
szok, stres, strach. kumulacja. dzisiaj rano zdałam sobie sprawę jak bardzo mnie to paraliżuje.
w sumie mogę skończyć tak samo, niewiele mi brakuje, biorąc pod uwagę tempo w jakim ostatnio żyję. już dawno powinnam wylądować w jakimś szpitalu dla obłąkanych, żeby nie zrobić nikomu krzywdy.
nienawidzę ostatnimi czasy całego świata. i swojego życia.
'nie chce komplikowac ci zycia'. słowa uniwersalne i pozbawione sensu.
zabierzcie mnie stąd, błagam. nie mogę na to wszystko patrzeć, nie mam siły, że cokolwiek dalej robić i o cokolwiek walczyć. chociaż w sumie powinnam się już uodpornić. daj mi jeszcze kilka sekund, pozbieram się..
przyjdź na chwilę.