|
2010/03/17
|
|||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||
Na przekor losowi idac z swiatla prosto w odtchlan ciemnosci
Przymykam uszy na slowa ludzi z wieksza geba niz mozgiem
Zatracajac sie w idealach, ktore wyznaczaja droge
Twierdze ze swiat zlym nie jest, to zli sa ludzie zyjacy w nim..
Upadlem wiele razy, lecz poki co mam sile wstawac i stapac dalej
Chcialbym gwiazd z nieba.. chcialbym zycia wiecznego.. chcialbym spokoju..
Lecz gdybym juz to wszystko mial.. czy byl bym szczesliwszy niz jestem teraz?
Szczerze watpie..
Lecz czym byl by czlowiek bez marzen? pustym naczyniem szarej codziennosci..
Przypuszczam...
A tak z ciekawosci sie zastanawiam.. ile razy trzeba dostac po ryju..
by wkoncu powiedziec "kurwa nie" i oddac za ten kazdy cios dwa razy wiecej..
zdeptac z piachem.. zmienic w popiol.. rozsypac na wietrze.. odwrocic sie i zapomniec..
Czasem przydalo by sie takie bezduszne zachowanie..
lecz czy dalej byl bym soba?
Strach.. przed wystapieniem przed szereg czasem przycmiewa zapal..
bo co jesli wkoncu sie upadnie i nie bedzie szans sie podniesc..
w brudzie i syfie zdechnie sie jak pies wyrzucony na pastwe losu..
Czy jestem sam?
Pytanie wzgledne..