konkurs idiomów = drugie dno tytułów.
dzisiaj środa. o czym był poprzedni post ? ... aha, już wiem. Minął równo tydzień od ostatniej wypowiedzi, a to chyba zbyt długo, zatem trzeba by coś naprawić.
W takim razie...wczorajszy dancehall był naprawdę niespodziewany. Pomijając dziwne okoliczności nieobecności Nati oraz ponowne boleści mych nóg (ouch!), to było naprawdę fajnie. Tańce z panelami, kółeczko, Robak oraz dalsza część Ukku zapewniały wyśmienity humor. Oprócz małego incydentu...
Otóż nie możemy zatańczyć Work. Capoeirę oraz resztę układów z naszych zajęć tak, ale Work, które akurat podtrzymywało nasz występ, nie możemy. Uhh, pech to pech. Babka ze skruszoną miną wytłumaczyła nam czemu i zaproponowała Ukku. I nawet dobrze, bo świeżo ćwiczyłyśmy dalszą część.
Mamy problem. Nie byłam dzisiaj w szkole (co oczywiście nie jest bezpośrednią przyczyną mych kłopotów), bo chyba nabawiłam się kontuzji. Czuję niezły ból w nodze (tym razem prawej !), więc grzecznie smaruję swe kończyny Fastumem, bandażuję i nie forsuję. Błagam, do piątku musi być dobrze. Potem to ja mogę sobie mieć kontuzje, ale nie teraz. Nie przed występem, od którego tyle zależy. Bo potem.. nie dość, że będę mniej więcej kojarzona (yay!) to jeszcze nie pójdę sama po sheeshę dla Nati. Ale shhh, tajemnica.
Jutrzejszy dzień także opatrzony jest znakiem różnorakich rozrywek. O 20 uderzamy do Elektrowni, by uczcić 18tkę kompletnie nieznanych mi osób i pobujać niczym hot nastki. Potem wracamy z Nati do mnie, by następnego dnia z rańca wstać i pojechać do szkoły., gdzie czekać będzie Fredka. Potem czekają nas 2 godziny intensywnego (pff) treningu, a o 10 wyczekiwany występ. Ale ale, tu wcale nie kończą się rozrywki! Potem jedziemy do kochanego Tuszynka, by relaksować się i napawać myślą o nadchodzących rekolekcjach. Cóż za genialny plan !
Aha, no tak. Zaraz jadę do mojego gimnazjum na dni otwarte z bratuchem i chyba czas na przygotowania...
Ja nie mogę.. ! Dziś dopadły mnie depresyjne nastroje, miałam ochotę utopić się w wannie, ale szczęśliwie się powstrzymałam. Z wodą zmyły się wszystkie troski, problemy. Otulona zapachem papai myślałam tylko o pozytywach życia, nie o wszystkich zadaniach, którym trzeba sprostać. Zgodnie z obietnicą piszę tego posta, ale nie potrafię nawet przekazać swojego wnętrza, boję się, że nie jestem wiarygodna. To mnie boli..
'As long as you drive
Im along for the ride'
'Help, I have done it again
I have been here many times before
Hurt myself again today
And the worst part is there's no one else to blame'
Myślę sobie właśnie o działeczce, ale nie tej ukochanej wakacyjnej, ale o tej imprezowej. Przypomina mi się, jak pomagałam Podchalowi wejść na górę, jak Sruniu nazywał mnie Kopciuszkiem, jak gubiłam buty, jak Kotlet krzyczał różne rzeczy stojąc na zjeżdżalni..
'Please clear the area.'
Ach, to było coś. Dobrze żyć ze świadomością, że twoje ukochane miesjce jest uniwersalne, zawsze dobre do wszystkiego.
bye.