- Załóż swojego fotobloga!zarejestruj|
- dyskutuj na forum|
- zaloguj
|
2010/01/28
|
||||||||||||
|
||||||||||||
Kategoria:
Adres w sercu.
|
||||||||||||
"Słowa są skrzydłami umysłu."
Przeżywałam naprawdę różne stany w konsekwencji czytania czegoś. Myślałam, że w moim przypadku, który badam wnikliwie zaraz po tym jak strzepię z siebie resztki snu, nie zaskoczy mnie już nic troche mocniej niż banalne trochę. Wszystkie pytania wydają się już dopełnione po brzeżek, bo swojego ja się przecież nie wstydzę. Tylko ono tak cholernie mało wie! I jest równie cholernie głodne. Może dlatego je tak dobrze rozumiem. Też się zaskoczyłam. Nigdy nie płakałam dobrych dwóch kwadransów, nigdy nie miałam później ochoty na muzykę filmową, najlepiej z fortepianem i orkiestrą, która smyczkami i dłońmi przepychałaby się pod moimi przymkniętymi powiekami. I to najlepiej tak przeraźliwie po cichu. To do mnie nie podobne. Znaczy to drugie, że tak właśnie po cichu, tak tutaj, tak samemu. Czemu akurat fortepianu, też nie wiem. W przerwach między jednym i trzecim miałam ochotę napić się kieliszka wina. Nawet ta przerwa między nimi na nie została, to się samo nasuwa. Ale na szklanej półce też jest taka przerwa. Nawet z obrączką kurzu po nim. Po nim. Może sama to wszystko wywołałam podświadomie chwytając się tego stanu, by został ze mną na trochę dłużej. I został. Po którejś z kolei, serii miarowych oddechów doszlam do wniosku, że do mojej listy doszła kolejna książka. Do tej listy. I bezgranicznie się cieszę, że mam ją na wlasność. Nie pytajcie mnie o jaką książkę chodzi, bo każdy odbiera wszystko na swój sposób. O ile pobudki to nic innego jak kiczowaty głos serca czy własne ścieżki. Właśnie dlatego warto szukać i po omacku. Upewniło mnie w tym głębiej parę najbliższych dni wstecz. Chciałabym kiedyś podzielić się stronnicami, z wzajemnością, z kimś. Nawet bez czarno białych klawiszy i karafki na okrągłej warstwie kurzu. Nawet gdyby mój dom nie miał szerokiego parapetu. Chciałam napisać 'ale to było wczoraj', ale przecież jest i dzisiaj. Tylko zegar na mnie patrzy trochę pod innym kątem. I skrzypi. Jak zawsze. Pozatym wreszcie się wyspałam i czuje, że stęskniłam się za tym stanem. Wystarczy, ze w dzień majaczę w nocy nie muszę wgłębiać żadnych faz delta, czy innych śmieci. Jestem nieczuła. Tylko w jeden moment mojego zycia nawet moje sny poszły odemnie precz. Tylko jeden. Patrząc na całokształt to nawet je lubię, gdyby tylko nie zakłócały mi tak poranka i dbały bym zapamiętała każdy ich szczegół. Piję czwarty kubek kakao za oknem o dziwo przestało na chwilę padać. Bez patrzenia na termometr strzelam, ze jest jakieś piętnaści stopni poniżej zera.. Wszystko biegnie jakimś innym rytmem, który o dziwo zamista irytować, ciekawi. Gdyby tak jeszcze mój telefon nie raczył się psuć wlaśnie wtedy gdy go potrzebuję. To za tą przeciętą szybkę?