| 2010/02/08 | |||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
wyślij znajomym | ||||||||||||||||||||||||||||
Kojarzy mi się z dzisiaj.
Udaj, że nie widzisz.
Trzecia minut kilka. Jakieś dwanaście godzin temu, a właściwie nie jakieś tylko normalne, konkretne, sześćdziesieciominutowe, też spojrzalam na ten zegar. Tylko cyferki mniej kleiły się do źrenic. Mrok był gęstszy, szklanka z sokiem mniej uboga, a zamiast chmur świecił księżyc. Świecącego słońca się jeszcze nie doczekałam, tylko chmury się jakoś bardziej bielą i lepią w czułych punktach. Ale ja żyje wiosną. Tylko teraz mówiąc brzydko, lecz dosadnie coś mnie porąbało. Może to prognoza bólu brzucha? Z najbliższą datą. Może nawet tą dzisiaj. Ze stawem, kością i mięśniem w dopisku. I co najgorsze z ognisto czerwonym ała, psychodelicznym po ogonek przy 'a'. To w sumie prawdopodobne. Mądrości tak zwane życiowe ? Miło i uroczo i naj (!) przyglądają mi się spod zakurzonej półki zaledwie parę kroków od mojego lewego łokcia. Nie grzeszą skromnością. Druk rozbrzmiewa w głowie ciepłym tembrem. Literki zdają się kleić do wszystkich Twoich ranek, które wydawały się tak nie kojąco indywidualne, aż migrenogenne. Dotykasz kartki i czujesz powietrze swoich własnych akt, notek, zapisków, dat, a Twoja głowa z każdym akapitem jest coraz lżejsza. Ale bańki mydlane pękają. Najzacniejsze dyrdymały z Bóg wie jaką czcionką, tekstem, obwolutą, kurzem, półką, rozpraszają się z codziennością jak molekuły czekolady we krwi i perfumy na nadgarstkach. Moje chyba wybrały drogę przez okno. Może nawet umyły fragment asfaltu betonowej dżungli. Kawałałkami moich włosów. Z tym śniegiem. Gdyby nie on, wybiegłabym awaryjnym. Bez butów, tuszu, ale zawsze. Tych 'zaledwych' parę kroków też narazie nie przywitałam z reczywistośią, notabene nie jestem aż taka okropna. Narazie. Czasem tylko prześwidruje mi głowę taka myśl. W poprzek. Pieprzona jedynaczka. Zawsze jak zrobię coś, co w moim mniemaniu jest głupie, idiotyczne, nonsensowne, bzdurne, whatever! To mrużę oczy. Ogólnie teraz też najchętniej bym się schowała. Łudziła do kolejnego uszczypnięcia i deszczu na skroniach. "Nie ma mnie tu, duch ciało opuścił.. "
Może to tylko ta prognoza, przecież wiesz. Nadzieja styczniowa raz, proszę. Nie myśl, nie pytaj, nie rozczulaj, tylko się ogranij! Jest coś dziś w powietrzu? Na nic głupie angielskie piosenki. Nawet zdjęcia z folderu smajl coś tam, nawet te z wykrzyknikiem. Żałuje, że po szkole nie skręciłam w lewo. Przed chwilą prawie złamałam nogę. Nawet czekolada się skończyła. Koniec świata, nawracajcie się i nie czytajcie tego.
Dzięki Anji przez wieczór zastosuje się do tego głębokiego pojęcia jakim jest ogarnięcie się bez względu na ogół i klimat. Przynajmniej w jakimś stopniu. Przynajmniej przez trzystapięćdziesiątsześć stron. To głupie ale lepiej mi po tym moim fuckin' słowotoku. Odciążam Worda. Dobranoc.