Photoblog.pl

Załóż konto

You know my name, not my story. 
zapisz

Dodane ze strony mobilnej
Wyświetleń: 184

Zdjęcie moje. Wpis z wczoraj, bo jak to ostatnio w zwyczaju Photoblog szwankował i nie dało się dodać wpisu.

 

Przyszłam do parku coś napisać. Pomyśleć. Chyba potrzebuje wytchnienia. Odpoczynku od emocji. Przez ostatni rok chyba zbyt wiele się działo. Z nim jest tak jak było wcześniej. Przyjechał do mnie w sobotę przed moim wyjściem do pracy. Znów jak na początku z drapania, szczypania i dokuczania przeszliśmy w pocałunki. Położył mnie obok siebie na łóżku. Patrzył mi w oczy. Powiedział "Chyba powinienem już pójść." Zapytałam o powód. Odpowiedział "Inaczej będę musiał Cię pocałować." Pytał mnie czy teskniłam, bo on bardzo. Odpowiedziałam, że nie. Po prostu pogodziłam się z tym, że wybrał inną drogę. W tamtym momencie nie czułam nic prócz przeładowania emocjami i myśli "ja nie wiem co czuję". Za dużo się wydarzyło. A minął już rok odkąd to wszystko się zaczęło. Pamiętam zeszłoroczny wrzesień. Picie i wiszenie na snapie. Wstawanie o piątej do kota. Myślenie o nim w środku nocy na huśtawce. Rzucanie palenia. Brak odwagi by się przyznać przed samą sobą, że coś do niego czuję. To trwało chyba z miesiąc. A on był jakiś inny niż oni wszyscy. Jakby nie stamtąd.

 

Aż nadszedł październik i nasze spotkanie. Najpierw we trójkę. Później we dwójkę. Dziś wiem, że nie myliłam się wtedy nawet odrobinę pytając siebie "czy on robi do mnie maślane oczy?" W sobotę powiedziałam mu, że ostatnio czułam się trochę odrzucona przez niego. Nie wiedział, że tak się czułam. Przeprosił. Obiecał że to się już nigdy nie wydarzy. Coraz rzadziej myślę o tym gdzie jest. Miesiąc temu przyjął święcenia. Czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Nie wytrzymał. Choć chciał. Ja wiem, że tamto życie nie jest dla niego. Chyba że ciągle będzie łamał swoje obietnice względem wyższych sił. Zapytałam co mu się stało. Skąd zmiana zdania. Odpowiedział "Ty mi się stałaś". Ojej.

 

Nie, to nie znaczy że stamtąd odchodzi. Nie pytałam. Nie zmuszę go do wyboru. Nawet tego nie chcę. Może w ten sposób mi nawet łatwiej w tej chwili. Oboje jesteśmy wolni. Ale wiem, że wciąż jestem ważna i nadal w ten sam sposób.

 

Pamiętam grudzień, gdy wszystko zaczęło pędzić z prędkością pendolino. Jak nie szybciej. Nagle wszystko się wywróciło. Wpuściłam go do mojego domu. Wpuściłam do swojego życia. Dziś na Facebooku wyświetliły mi się wspomnienia z tamtego roku. Post który dodałam. "Czy burczy Ci czasem w głowie?" Wtedy burczało. W sercu też. Od roku nie burczy.

 

Przyszłam sobie posiedzieć na ławce w parku. Z ulubioną colą jak za starych czasów. Jak w gimnazjum, jak tamtego wieczora gdy przy dźwiękach "Noc i dzień" okaleczyłam się pierwszy raz. Dobrze to pamiętam. Wtedy słuchałam tego, choć nie znałam znaczenia tych słów i emocji. I myślałam czy choć jedna chwila z mojego życia będzie tak wyglądała. Wyszła nowa wersja tej samej płyty. Gdy słucham tego utworu widzę nas. Mnie i jego, kiedy razem spontanicznie skończyliśmy w klubie. Patrzyliśmy sobie w oczy a później w pośpiechu wyszliśmy z klubu. W drodze zdecydowaliśmy że nie rozchodzimy się w dwie osobne strony. Pojechaliśmy do mnie.

 

Jak byłam w gimnazjum nigdy nie pomyślała bym że tak potoczy się później moje życie. W tej historii jest mnóstwo emocji. Pełnia narwania. Rok temu nie wyobrażałam sobie że tak będzie wyglądało dziś moje życie. Nie rozumiałam co to znaczy należeć "do nich". Do tych dziewczyn które uchodzą za nudne singielki. Ale tylko ich najbliżsi przyjaciele wiedzą, że one wcale nie są same. I nie są nudne. Lecz przed większością świata muszą ukrywać pewną część swojego życia. W obawie przed niezrozumieniem.

 

Pewnie większość otworzyła by szeroko oczy. Ale nie ma takiej potrzeby. Tu jestem anonimowa. Mogę o tym pisać. Nawet on nie ma tu wstępu. To jest moja własna świątynia. Moje miejsce do którego nie dopuszczam praktycznie nikogo. I o tym wszystkim mogłabym napisać dobrą książkę. Chyba nawet widzę siebie za klika lat i miejsce w którym będę się znajdować. Chyba wciąż będę mieć tę tajemnicę. Czuję, że to zostanie na zawsze. Że to co jest między nami wciąż jest aktualne, będzie i to nie jest ściema. Wbrew wszystkiemu. Wbrew ludziom, wbrew prawu, wbrew przysięgom. Nawet wbrew Bogu. A może wcale nie? Może o to najwyższemu właśnie chodziło? To ja jestem tą dziewczyną, która zawsze ma słuchawki na uszach i uzależnienie od ciemnych okularów. Nie ukrywam się. Lubię zatapiać się we własnym świecie i własnych myślach. Nikt kto spotyka mnie na ulicy nie pomyślał by kim naprawdę jestem. Ludzie widzą tylko pozory. Nie mają rentgenu w oczach, więc nie widzą wnętrza.

 

Nawet gdy ze sobą akurat nie rozmawiamy. To czuję się tak jakbyśmy ciągle byli obok siebie. To że nie mówi ani słowa nie znaczy że nie ma go przy mnie. To zdecydowanie głębsze. Bardziej skomplikowane. Jeśli jest w moich myślach, to jest też obok mnie. Jakbyśmy chodzili za sobą krok w krok, jak duchy. Trochę zagubione dusze. A może nawet bardzo. Mam go w myślach cały czas. Ja wiem, że zawsze mam gdzie wrócić. Wiem że mam swoje wspierające ramiona w których mogę się schować. Choć inni o tym nie wiedzą. Z wiekiem coraz bardziej dość mam emocjonalnego ekshibicjonizmu. Szczególnie tego na Facebooku. Miliarda statusów i pocałunków na zdjęciach. Świat nie musi o nas wiedzieć.

Zarejestruj się teraz, aby skomentować wpis użytkownika larvette.
bokehy