Moje początki związane z końmi zaczęły się 3 lata temu w pewnej stajni ''Sokół''. Uczęszczałam tam przez ponad 2 lata nie ucząc się w sumie niczego nowego. Ciągłe jazdy w zastępie, tereny. Jednak nie chciałam stamtąd odchodzić, zatrzymywała mnie jedna klacz - Ciri. Od początku przyciągała moją uwagę, była inna od wszystkich koni .I tak mijały dni, miesiące, aż pewnego dnia trafiła się okazja dzierżawienia ogiera o imieniu Selim. Oczywiście skusiłam się na coś nowego. Okazał się spokojnym koniem, miłym w jeździe. Przyjeżdżałam do niego przez miesiąc ucząc się nowego stylu jazdy - western. Poznałam również inne wspaniałe konie. Jednak każda dzierżawa kiedyś się kończy. Wróciłam do Ciri. Brakowało mi jej. Nic się nie zmieniła była tak samo nieufnym koniem jak przedtem. Po pewnym czasie razem z moją siostrą Natalią zaczęłyśmy z końmi pracę naturalną, ja z Ciri. To niewiarygodne jak koń się zmienił, zmienił się pod wieloma względami zarówno z ziemi jak i z siodła. Zaczęła bardziej ufać już nie było problemu z wyczyszczeniem jej nóg, czy przejście za zadem. Nie było mowy o wyrywaniu podczas jazdy, jeździłyśmy bez wędzidła. Tak pracowałyśmy przez miesiąc. Nie dano Nam więcej czasu, sprzedano ją. Wtedy kiedy zaczęłyśmy się dogadywać. W tym samym dniu Natalia kupiła klacz, z którą również pracowała - Cincię. Towarzyszyłam jej przez parę miesięcy patrząc jak dużo osiągają. I właśnie po tych paru miesiącach, gdy stajnia u mojego wuja została wybudowana kupiłam Fortunę, klacz, którą poznałam już wcześniej. Nigdy w życiu bym nie pomyślała, że kiedyś będzie moja, a tu proszę. I tak ciągnę swoją pasję u boku mojego konia.