"Było warto oszaleć dla tych uszytych z pozłacanej waty sekund."
Znów spotkało Nas to samo.
Kiedyś napisałam tutaj, że boję się, że to się kiedyś skończy. Nothing lasts forever.
Jednak wcale niełatwym było zasnięcie bez Ciebie, po pół roku mieszkania razem i pół roku zasypiania i budzenia się obok Ciebie każdego dnia. Serce tylko troche placze. Bo mimo, że od chwili rozstania byliśmy dzień w dzień obok siebie aż do wczoraj- to przywykłam do myśli, że razem a jednak osobno.
I nie wiem jednak teraz czy tęsknie tylko za Twoim ciałem i obecnością, czy za Tobą i Twoją miłością.
Bo chociaż czuję, że z serca zostały tylko kontury, tak jednak mam tam dziure po Tobie, to chyba myslę gdzieś głęboko, że dobrze się stało. Bo czasem już nie da się żyć we dwoje.
I chociaż wiem, że jestem miłością Twojego życia (jak to głupio brzmi, gdy ktoś kto ma tyle lat co Ty już to mówi, ale troszkę w to wierzę) to nie wiem czy dane Nam jest byc razem.
Ale My jesteśmy tak syjamscy, tak uzależnieni od siebie. Wypełniamy się po brzegi sobą.
A gdy żegnaliśmy się wczoraj i tak kurczowo się Ciebie trzymałam i tonęliśmy w swoich objęciach, a Ty mówiłeś, że zrozumiałeś, dlaczego się skończyło, zrozumiałeś o co walczyłam przez półtora roku, ucieszyłeś mnie tym.
Mam nadzieję, że wiesz już teraz co powinno być najważniejsze.
Teraz w myślach, telepatycznie całuję Twój policzek, serce i ramię na dobranoc,
chociaż środek dnia mamy.