tak.
ukrywam się.
nie wiedzieć czemu dokładnie, jednak czując zbliżające się ciosy. od kogo? no właśnie. zemstą będą za coś? za coś, co wyszło ze mnie cierpiącej, nie traktującej na chłodno rzeczywistości, biorącej wszystko emocjonalnie? wydawać by się mogło - przecież zasługuje. ciepr cierp cierp, zs to, za tamto, za tamto też. jak bez tego można się obejść? no jak? wiele mogę sobię zarzucić, ale na pewno nie to, że nie próbowałam czegoś odzyskać, próować. dlatego może zamiast ciskanie gromów - wybaczenie? czy to wyiłek ponad siły? nawet jeżeli, to serio, warto. bo raz się udało i mam nadzieję, że kolejne też, bo tak łatwo się nie poddam.