No i gdzie to lato ze zdjęcia? Nie rozumiem czemu od kilku dni wszyscy mówią, że jest tak ciepło, że już czas ubrać skóre itd., dajcie spokój, u mnie dalej zima, chyba mam swój świat :D
byłam bardzo offline, ponieważ wyjechałam sobie na wczasy (tak jakbym nie miała ich od miesięcy, Oo). Polecam Wam szkołę zaoczną, mam 12 dni wolnego i 2 szkoły, a Wy macie 10 dni szkoły i 4 wolnego :O za dużo lat męczyłam się w szkołach dziennych. Nie uważam ich za zmarnowane, ale juz sie tam nasiedziałam wystarczająco. Teraz moge mieć tygodniowa impreze bez wyrzutów sumienia, że zawalam szkołe. No więc korzystając z wolności, pojechałam bodajże w poniedziałek nad jezioro do Choczewa, ze Sławkiem, Płotką i jego dziewczyną o pięknym imieniu Dominika.
Nigdy nie przepadałam za łonem natury, za plenerem, lasami, łąkami ani motylami, tymbardziej w zime, wiec nastawiłam się bezposrednio na siedzenie w domku w stanie nietrzeźwym, a nie na jakieś wycieczki po lesie. Po raz kolejny przeżyłam coś pięknego, a najlepiej będzie to po prostu dołączyć do poprzedniego maratonu imprez - do teraz sie nie skończył.
Było fantastycznie, mimo że przesypiałam większość dnia, kiedy moi towarzysze łowili ryby w lodzie, a potem rozpalali ognisko i je piekli. w międzyczasie Sławek przychodził do mnie do łóżka, żeby mi podstawić jakąś złowioną rybę pod nos, obudzić mnie jej swądem i doprowadzić mnie do epilepsji. Wstawałam w nocy i.. nie pamiętam co dokładnie kiedy było, ale jednej nocy leżałam na środku zamarzniętego jeziora i podziwiałam gwiazdy. NO RISK NO FUN! To było najładniejsze miejsce w którym sie znajdowałam od dawien dawna. Noc, śnieg, gwiazdy i ja na środku jeziora, na plecach, mówiąca do Sławka:
- świat jest piękny. zobacz, świat jest piękny!
- nie. to rzeczywistość nas otaczająca jest piekna. Możesz napluć za siebie? w to niebo? mam wszystko do góry nogami
- nie, bo sie opluje, nie wyrzucaj tego peta bo jezioro sie pod nami roztopi
- pluj, uda Ci sie
- otaczająca nas rzeczywistośc jest naprawde piękna
leżelismy tam pół nocy i nigdy tego nie zapomne.
- czujesz, jak jezioro sie pod nami topi i słyszysz wodę pod spodem?
- tak
- powinnismy stąd pójść
- ale zostaniemy
- a jak sie utopimy?
- to popłyniemy. jest mi ciepło.
- tak. czuje abstrakcje patrząc na te trzciny.
pozniej siedzielismy w samochodzie, bo w drodze do domku stwierdzilismy ze w samochodzie tez jest cieplo i nie musimy isc dalej. wyspiewalam wtedy cala Amy McDonald, bawilismy sie swiatlami, pilismy browara za kierownicą, czuło się nocny, leśny legal, a nasza punkowa paranoja policyjna odchodziła w niepamięć. Na twarzy miałam uśmiech jak Cassie ze Skinsów i cały czas chciało mi sie mówić: "łaaaaał" , "lowli".. patrząc na drzewa. usta mi sie nie zamykały, wiec godzinami szczerzyłam zęby. nikt tego nie zauważył, bo każdy przeżywał swoje własne supersubiektywne piękno.
Noce w łóżku były nieprzespane, abstrakcyjne, schizujące, duszne i gorące. w dzień czasmai podnosiłam sie, zeby zjesc jakas zupke chinska albo napić się kakaa.
Byłam przez kilka dni wyjęta ze świata, mogłabym tak zawsze.
wcale jeszcze nie chce konczyc, ale Szczur wychodzi i musi mi zabrac laptop, a wroci za dwa dni, wiec przykro mi, ale juz mam wene na kontynuacje. pa :*