TO JEST KONTYNUACJA POPRZEDNIEJ NOTKI.
ZEBY JA PRZECZYTAC, MUSISZ ZACZAC OD TEJ POD SPODEM, OPATRZONEJ TYM SAMYM ZDJECIEM.
ps. tekst przeznaczony tylko i wyłącznie dla moich fanów o niezmordowanej cierpliwosci, mogących czytac moje opowiesci niezaleznie od tego ile czasu ma im to zająć. pozdrawiam Was zajebiscie, jestescie moimi idolami :D
PART 3: NIEDZIELA
o 9 weszłam do domu, do wanny. Pięknie w tej wannie było wyjątkowo. Po wyjsciu z niej zdązyłam sie tylko ubrac i o 10 pobiec na autobus. Po drodze ktos mi dał papierosa. W głównym natknęłam się na znajomą bandę - Pelosia, Bohuna, Carmen, Mroza i Kesze, którzy wracali z imprezy od Marona. Nie za dobrze to pamietam. Na pewno probowalam strescic Pelosiowi kilka ostatnich godzin, co na bank mi nie wyszło. Pojechalysmy z Carmen na ASM i tamtego dnia taniec mnie zniszczył, w pewnym momencie rozciągania stracilam panowanie nad sobą i wydałam mega nieopanowany jęk na całą salę - to był jęk bólu i niemocy, a na pewno zabrzmiał jak orgazmowy, bo wszyscy sie smiali. Po poltorej godziny cialo i mozg odmowily mi posluszenstwa i usiadlam na krzesle obserwujac reszte. Pani pytala co mi jest to powiedzialam ze zaraz zwymiotuje i ucieklam, biegnąc do mcdonalda, gdzie kupiłam dwa smackwrapy. Były takie oblesne, ze po minucie calutkie je wyrzygałam, no i wróciłam na asm. krótki badtrip, mówiący dużo o stanie mojego organizmu. Wyciągnęłam stamtąd Carmen i poszlysmy. Bylo piekne slonce, a Sławek zadzwonil i mowil, ze w Sopocie właśnie pada grad. Oo. Carmen dała mi swoją kanapkę z kotletem, z dietetycznego chleba który sama upiekła. Obiecałam, ze zjem w autobusie, ale dostałam takiego szczękoscisku, ze po dwóch gryzach i mieleniu ich w mordzie przez 20 min stwierdzilam, ze moze i ten chleb jest naprawde dobry, ale szczekoscisk ma przewagę. w centrum prg zgarneli mnie Magda z Michałem, pojechalismy do mnie, smiali sie ze mnie bo rzekomo gadałam cos od rzeczy, chociaz nie wydaje mi sie. przebrałam się, pomalowałam i pojechałam na Punky. w drodze nie było ani sladu kanara, boże, czemu mi to robisz? :D w Gdyni, w drodze do tego nieszczesnego ucha na koncu swiata wpadłam na Martynkę, która dała mi piwo i poszlysmy razem. Przed Uchem stali ci sami ludzie co zawsze, Sławek grał na gitarze, wszyscy spiewali. Weszlismy do srodka jak grał Hurt. Najpierw zaliczylam łazienke, a potem poszlam na koncert, ale stanęłam z tyłu, zeby sie tylko przyglądac. Hurt to fajny zespół, ale nie zagrali mojego ulubionego JESTEŚ MAŁY. Spotkałam sto tysięcy znajomych, nawet mi sie nie chce ich wymieniać. Co chwilę lawirowałam między koncertem, a męską łazienką. W męskiej łazience w uchu są zawsze swietne imprezy, poniewaz stoi tam pełno szalonych punków, w tym kilku jakichs ktorych znam. Zawsze palą trawę i rozmawiają o czyms fajnym, Lubie ten klimat z męskiego kibla w Uchu. Tym razem napatoczył się facet, który miał za duzo pieniedzy, co przejawialo sie, kiedy postawil nam z 12 z rzędu piwo i kiedy dał koomus 5 dych w zamian za pojscie do sklepu po fajki. Był najebany, mówił ze jest faszystą, doczepił się do mnie, a nasz dialog wyglądał mniej wiecej tak:
- puknął cie kiedys jakis faszysta?
- nie. nie lece na faszyzm.
- a chcialabys zeby cie puknal?
- nie, a co, chcesz mnie przeleciec?
- no, to kiedy mozemy stad jechac do hotelu?
musze wspominac o tym, ze nie docieralo do niego, ze nigdzie nie pojade? pewnie musze, bo macie mnie za downa, wiem. No wiec odmawialam. Schemat pojawil sie tej nocy z 8 razy, poinformowalam o tym wszystkich dookoła i co niektóre fajne punki z kibla nawet chciały robic zadymy zeby mnie bronic, ale powiedzialam, ze dopoki on tak tylko gada i co 5 min wysyla kogos po 5 browarow dla nas wszystkich, to bez sensu bedzie go zabijac. I wtedy, a wlasciwie nie wiem juz kiedy, w kazdym razie ja i najblizszy mi z calego towarzystwa kolega, zrobilismy tak piekny motyw, ze poczułam się jak ci ludzie co grali w filmie "Złodzieje" . Akcja mojego zycia, ale nie napisze bo juz i tak za duzo sie dzisiaj dowiadujecie :D . Jarałam sie jak głupia i to nic, ze po drodze zgubiłam sumienie w całosci, a moralnosc jest kolejna na drodze do utraty. To nic. Było super. Potem zaczęło się Farben i było jeszcze lepiej. To nic, ze zgubiłam szalik. Spotkałam Gruche, miło mi sie jakos zrobilo, ten człowiek zawsze tak na mnie działał. Farben to jest czad, konkretny. Terrorystan. Urwis. Ferajna. Na bisie spodnie z gsu, na których wskoczyłam na.. ee nie wiem jak to nazwac, mozna powiedziec ze na bar, razem z jakims szalonym punkiem, odwalilismy super wikse, a potem rzucilismy sie na tłum, który nas ochoczo złapał. Wojtek Wojda to moj ulubiony wokalista, dlatego, ze nikt tak jak on nie potrafi nawiazac kontaktu z publicznoscia. On cos spiewa i patrzy sie konkretnie na czlowieka, a wtedy czujesz sie tak jakby spiewal dla Ciebie, albo pokazuje ręką, to sikasz w majtki. Do mnie cos wyspiewywał kilka razy i sie tak super po swojemu usmiechal, a ja waliłam pięścią w powietrze nad głową, w ramach radosci :D
Farben mnie wykonczylo. Poszlam posiedziec do męskiej łazienki, dostałam browara, potem zaczelo grac Tabu którego chyba nikt nie slucha, to poszlismy na jakis tam niby after do chyba Płotki, u niego w pokoju bylo czerwono, wlaczyla mi sie straszna faza, tez prawie nie musialam sie ruszac, a bylo pieknie. Kolo mnie siedzial czlowiek, ktorego skads znam, ale nie wiem skad. Nie lubie tego uczucia :/
Nie wiem do kiedy tam siedzielismy, ale na pewno byla z nami Martyna, Lewy, Anglik i kilka innych niezidentyfikowanych twarzy.
W jakis sposób znalazłam sie u Sławka i co najlepsze - nie dlatego, ze nie bylam w stanie wrocic do domu albo ze nie mialam czym dojechac. Poszlam tam, bo w swojej chorej jezdzie, poczulam, ze wlasnie jego lozko jest tym, w ktorym musze tej nocy spac. Dotarlo do mnie, jak bardzo go lubie i jak bardzo chce budzic sie w jego ramionach, Oo, amazing!
Leżąc, zastanawialismy sie nad tym, czy żyjąc naszym trybem zycia zdążymy spłodzic dzieci, czy zdążymy im opowiedziec jak fajnie jest na koncertach, jak fajnie jest na plaży o swicie albo w rynsztoku, albo nawet na dworcach ( ;p ), czy zdązymy im opowiedziec o całym pieknie wypełniającym ten swiat i o kazdej zalecie anarchizmu. Pewnie nie. Żyjemy najgorszym z mozliwych trybów.
nie zjadłam nic. ale W KOŃCU zasnęłam.
(PART 4) : PONIEDZIALEK, czyli dzisiaj
obudzilam sie o 12, zjadłam bułkę i parówkę. wróciłam do domu, tylko troche sie ogarnelam i juz przyjechal moj nowy kolega Piotrek, ten ktory ostatnio odwozil mnie do csg. Przyjechal, bo jakos w pijackim amoku sie z nim umowilam NA HERBATE (poniewaz kawy nie pije) . Wypilam herbate, a koles byl dziwny, w ogole nie czaił mojego zyciowego motta: sex, drugs, rock'n'roll!
wróciłam. CIESZE SIE, ZE W KONCU SKONCZYLAM TO PISAC. JEDZCIE I PIJCIE Z TEGO WSZYSCY, wiem, ze czekaliscie. Wyrzucenie z siebie tego wszystkiego sprawilo, ze musze zapalic. Nigdy tak nie mialam po napisaniu notki. W tej opisalam wyjatkowo za duzo emocji i za duzo mi sie przypomnialo.
Ale 3 doby bez snu i jedzenia to jest kosmos. Moj indywidualny, swietowany w samotnosci sukces. I pożerająca mnie od srodka satysfakcja. Jaram sie autodestrukcją? Chyba znowu.