I tak oto dziubaski nadeszły długo oczekiwane ferie. Radujmy się. Odzyskałam mój cudowny głos. Skończyły się zastrzyki, co niezmiernie cieszy moje pośladki i moją nadwyrężoną psychikę (what?!). Krótko podsumowując: jestem zdrowa. Prawie.
Właśnie dotarło do mnie, że przedłużyłam sobie ferie o ponad połowę. Mmmm, jak mi dobrze.
'Posłaniec', 'Dziennik Bridget Jones', 'Seks w wielkim mieście' i tomik poezji Leśmana - zaliczone. Patrząc na tą listę czuję się jak kobieta z problemami emocjonalnymi. xd Pokój ogarnięty. Materiały na kiecę i spódnice - kupione. ;) Czyli wszystko pod kontrolą.
Plany na sobotę-zrealizowane.
Niedziela-mmm... <3
A w poniedziałek... wybywamy!
Narty z tatą. Znów będę kaleczyć na stoku. ^^
Najwyższy czas się pakować. To będzie dobry tydzień.
A w następnym...? Hmmm. xD
klik wpadła w ucho i ani śni wyłazić... *_*
Jestem... szczęśliwa...
Każdy dzień jest podróżą.
Słońce. ;*