|
2010/03/30
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
"(...) lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku,
Tak, smaku
w którym są włókna duszy i chrzastki sumienia"
Mowa o prawdziwym wyborze. O zachwycie. O niesmaku. I o ich uzewnętrznieniu gdy nadchodzi pora.
Że gdy jestem pod wrażeniem, wyrażam to bez obaw.
Że gdy wątpię w talent czy oryginalność artysty nie muszę potakiwać grzecznie z pozornym podziwem w oczach.
Kulić się jak bezmózgi człowieczek wmawiając sobie, że "to sztuka".
Bo to naprawdę cudowne uczucie, spoglądać porozumiewawczo na osobę obok, przekazać wzrokowo komunikat "co to za chała?" i uśmiechnąć się szyderczo.
A więc jakie zadowolenie musi dawać recepta Herberta
"(...) smaku, który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa"
Rzeczywiście, chciałabym móc powiedzieć że nie dam sobie wcisnąć jakiegoś szajsu opakowanego w błyszczący papier. Zera określanego mianem sztuki. Bo ludziom się wydaje że ją rozumieją, bo nie powiedzą głośno, że właściwie... nie wiedzą o co chodzi.
Ale nie mogę. Bo świadomość, że mogłabym coś przeoczyć, że zbagatelizuję coś ważnego, że wyśmieję prawdziwe dzieło, bo go faktycznie nie zrozumiem, nie byłaby wymierna tej satysfakcji wyśmiania.
Bo przecież jeszcze tyle muszę się nauczyć by rozumieć sztukę. Tyle poznać. PIĘKNO nie może być tak proste by w ciągu ułamku sekundy móc je wynieść na piedestał lub skazać na wieczną niełaskę.
Po co unosić się dumą? podkreślać za każdym razem "odrzucam to", "gardzę tym".
Można niekiedy na tym stracić. Na przykład głowę.
Bo jak pisał Camus: "zło rodzi się z niewiedzy"
A milczenie - podobno jest złotem.
04/08/2011 12:51:40
18/06/2011 20:36:49
05/05/2011 21:22:27
05/02/2011 19:16:11
06/01/2011 17:22:46
28/12/2010 21:41:16
05/12/2010 23:15:54
20/11/2010 19:30:39
Wszystkie wpisydominikaad
sharpriposte
dudpastefanaajj
isru
flida
psycholina
merriment
bitterhumps
Wszyscy znajomi