Z racji tego, że nie mam nawet pół zdjęcia na Olimpie, to wrzucam się na Tuffiku własności Olgi (mypeanut). Do tej pory z ubawem wspominam swoją jazdę na koniu westernowym "Aleeeee jak to się uruuuuchamiaaaaa... ok idę. a teraz stanąć? stoję. nie, nie stoję.jaak sie zatrzymać? ok myślę o zatrzymaniu.. stoję!"
fajnie było! A zdjęcie przedstawia moją próbę pokręcenia się w kółko.
Olimp schudł po tej chorobie, wygląda jak jelonek teraz
Akcja odpasanie w toku, Barley Ringsy i sieczka w drodze, do tego witaminy i więcej owsa, bo 4,5M gniecionego to już za mało - trening w pełni. W końcu przestałam ciągnąć za wewnętrzne wodze, w końcu używam wodzy zewnętrznych, w końcu prostuję konia zewnętrznymi wodzami. I ustawiam konia nie tylko w potylicy lub w szyi, ale w potylicy i w szyi. I w końcu robię łopatki i trawersy w każdym chodzie i próbuję ciągów.
Olimp chodzi całkowicie postawiony na pomoce, nie mam z niczym problemów. Niebo a ziemia taka jazda.
Teraz trzeba konia odkarmić - niesamowice jak łatwo jest zrzucić masę, a jak ciężko odbudować...
Grunt, że póki co (tfu tfu!) zdrowie dopisuje, więc będziemy pakować w konia 
U mnie, jak u wszystkich - sesja w tokuuuu. 5 egzaminów napisanych, z czego 4 zdane na 4,5 i 5 , a jeden niezaliczony <3
Cóż, dendrologia szczegółowa kooocha nas. W przyszłym tygodniu trzy egzaminy, w kolejnych trzy razem z poprawą.
Ech, co to dla mnie... 