Miłość to jednak zabawna rzecz. Jako jej owoc, nigdy nikt nie mówił, że mnie oczekiwano. Bóg na mnie czekał? Może, jednak w tej, jak i w wielu innych kwestiach, pozostaje milczący. Milczenie zwykle znaczy przecież nie.
Czasem nie znaczy jednak nic. Wierzyć w przypadki? Nigdy tak bym nie powiedział. Dziś wcale nie jest inaczej. Kilka spraw czekało na załatwienie. Zbierane niczbym zakupy do torby, czekały, aż siatka zdarzeń zacznie wżynać mi się w palce, nie pozwalając o sobie zapomnieć.
Ciemne ubranie obok matki, która przypomina mi kogoś, kogo znałem. Właściwie wyglądała tak samo, a jednak odlegle. Wolałem starą wersję. Nikt nie powiedział, że za karą zawsze idzie zbrodnia. Na zbrodnię u mnie trzeba sobie zasłużyć. Tak myślę, ale nie wiem już, bo było goraco. Trzeba było wybrać niezieloną kurtkę.
Milczeć, minąć, przywitać, minąc, milczeć, uśmiechnąć się, poprawić włosy, minąć, milczeć. Duży wybór dla kogoś, kto odbija się przez chwilę w szybie otwieranych drzwi. Rozsuwają się jednak na boki a ja niemal nią oddycham.
Druga próba, wybór podjęto za mnie. Tak, byłem kiedyś w tym sklepie, może wejść teraz? Uśmiechnie się? A co, jeśli nie? Okulary są w plecaku, przednia kieszonka.
Pamięć to jednak zabawna rzecz. Czasem pozwala nam obejrzeć dawną miłość w dzień jego imienia. W dzień mojego imienia.
A to mógł być taki zwykły dzień.