Trzy miesiące. Szalona pogoń zakończona pułapką szczęścia. Szybko, bez namysłu, bez wątpliwości i polityki. Wspólne czipsy i frugo karmiły zazdrość, karmiy obce ręce. To dla twojego dobra. Dla mojego też. Naszego. Chyba.
Trzy miesiące. Migające szczęście, przerywane klaksonami i śmiechem. Szybka chwila poprzedzająca niekończące się myśli. Zielony, świecący krzyż i reklamówka. To takie zniecierpliwienie, że zdolne zdmuchnąć każdy sztorm. Już. Błagam, nie patrz w górę. Tak, na pewno 1. Biały patyk nie kłamie.
Trzy miesiące. Wciąż szukają mojego serca i pompujących krew żył. Paczka po papierosach chowa się strwożona po plecaku. Wciąż oddycham po drodze. Błagam, nie patrz w dół.
Trzy miesiące. Pełna.
Trzy sekundy. Wciąż stoję na Fabrycznym.