WBIJAJ:D

Wypromuj się tutaj

Instrumentalny Program Ludzkości 

2011/08/29   

Anezja - kraina miast

« następne   poprzednie »
Anezja - kraina miast

 

Bezlitosne słońce, wyjątkowo aktywne o tej porze roku, nerwowo rozglądało się po całym błękicie. Na horyzoncie nie majaczył żaden podwójny cień. Przez chwilę kula ognia zdała sobie sprawę z tego, że jej misja zakończyła się. Chociaż wciąż można było uczynić więcej, to przemijał ostatni dzień prób, zmuszając bezlitosnego giganta do zajęcia się czymś innym. Wyraźnie rozgoryczone, w ciszy słońce zanurzyło się głębiej w nieznane człowiekowi głębiny.

 

Nad miastem nadal panował dzień, chociaż nie było komu odpowiedzieć na ten jakże oczywisty fakt. Zakończył się ostatni akt woli Pana Anezji w tej części jego świata. Tylko wiatr pamięta jeszcze jego przemówienie wiele zachodów słońca temu. Niosący się po chwili poklask spłoszył wszystkie chmury, najwyraźniej nie przywykłe do tak spontanicznego wybuchu uczuć względem zasępionego władcy. Wśród wymachujących rąk nie było widać jego twarzy.

 

Odsłonięto arenę, zrzucając sztuczne linie podziału i czyniąc każdego takim samym. Podobno istnieją światy, które walczą o to, co tutejsza siła sprawcza postanowiła po prostu mieszkańcom podarować, wraz z oficjalnym zapewnieniem, że nigdy nie urodzi się w tym mieście osoba, która będzie próbowała ustanowiony właśnie stan rzeczy zmienić. Jedyną ceną było słońce, przyjemnie ogrzewające twarz i potrafiące wzbudzać uśmiech nawet na ślepej już twarzy. Dotychczasowe modlitwy zastąpiły spiewy, dotychczasowe zakrywanie twarzy zastąpiły włosy zdolne chwytać ciepłe płomienie.

 

Chociaż zakończył się czas prób, to słońce nie czuło się zadowolone. Pamiętało jeszcze utyskiwania na Los, który nigdy nie czekał z załonymi rękami na to, aż przybędzie chętny skorzystać z jego usług. Tutejsi mieszkańcy mieli spłonąć ku poprawie wszystkich, lecz nazywany przez nich losem człowiek poprowadził i podburzył wszystkich. Nie na długo przyszło mu się cieszyć ze śnieżnych szat, nie na długo przyszło mu skinieniem ręki na nowo nazywać to, co już nazwanym było. Szukano przewodnika, lecz znaleziono nieświadomego niczego proroka, którego objawienia były efektem tańczących na szkle promieni.

 

Kiedy wreszcie pojawił się sam Los, pytał napotykanych i uczył się od nich. Okazało się, że jest Przewodnikiem, ale nauczyć się wszystkiego musi od innych. W tamtej chwili, gdy ginęli inni, był po prostu zajęty.  A może jedynie zdegustowany tym, że cierpienie żadnego z nich nie uczyniło ich świetlistym, że każdy począł budować nowe dachy. Los pozdrowił bezlitosne słońce i wstał z rozgrzanej ławki kamiennego amfiteatru. Przedstawienie skończone.

 


Wypromuj się tutaj

4 komentarze
evilgirl  - 20/10/2011 12:45:41
I ja tu wciąż jestem, przeczytawszy poprzednie i tą ostatnią. :) Pozdrawiam Cię ciepło Wojtku! :)
anel  - 22/09/2011 13:44:06
cóż za poświęcenie:)
kleantes  - 30/08/2011 10:30:55
Ta właściwie jest kontynuacją :) Uznałem, że warto się wysilić po 2 miesiącach od poprzedniego wpisu :)
martyna  - 29/08/2011 23:47:50
Nadal czytam Twoje notki ;)

Najnowsze wpisy

wojciech

 

Galacticos

 

woda wciąż nie ukrywa jej

 

2

 

Anezja - kraina miast

 

It's not that easy

 

Anezja - kraina miast

 

Hybris

 

Wszystkie wpisy