Jedyne co teraz napiszę... Prawdziwa sytuacja.
Pomijając zbędne, nieprzyjemne szczegóły, siedziałam w ciemnościach w pokoju. Skulona, we łzach. Przyszedł do mnie kolega. Zanim wygoniłam go z pokoju, zapewniając, że wszystko w porządku i zaraz wrócę z powrotem na moją własną imprezę urodzinową, spytałam, czy gdyby nie widział mnie teraz takiej zapłakanej, domyślałby się, że co noc płaczę. Jego odpowiedź? "Nie. Na co dzień jesteś osobą pogodną i uśmiechniętą."