imię: Paulina
Narodziłam się z materiału krzemiennego na planecie, której powierzchnia odbija 63% padającego na nią światła słonecznego.
2 649 600 km pomagały zostać niedostrzeżoną w kosmosie. Moje narodziny zajęły 1 dzień, 8 godzin i 27,6 minuty, czyli dokładnie
tyle ile potrzebował mój księżyc do okrążenia swojej planety. W miejscu, w którym się urodziłam nie unosił się zapach lizolu,
nie unosił się tam żaden zapach, tak już jest na pierwszym z czterech księżyców galileuszowych Jowisza- na Io.
Moje atomowe życie polegało na jonizacji i ulatywaniu w przestrzeń okołojowiszową. Moje życie miało swój jasny określony
kierunek aż do dnia 11 grudnia 1990 roku czasu ziemskiego, kiedy to poczułam po raz pierwszy jakiś zapach-zapach lizolu.
Oto miałam dwie nogi, dwie ręce i całą kupę mięsa, która do tej pory została ze mną zwiększając stopniowo swoją objętość.
Całość została owleczona w skórę, której zadaniem jest izolacja środowiska wewnętrznego od zewnętrznego. Myślę, że skóra
nie spełnia swojego zadania- miliony neuronów łączą ze światem zewnętrznym.
Moja nowa powłoka polubiła herbatę cynamonową, zapach w sklepach obuwniczych i zimę. Moja nowa powłoka bardzo wierzy w to, że
jest, a świadomość z atomowego życia natrętnie piszczy jej do ucha, że jej nie ma. Na planecie ziemia nie do końca się
odnajduję, niektórzy mówią, że jestem pieprzoną egoistką i wariatką, że mam dziwne podejście do życia i specyficzne poczucie
humoru, przerażający śmiech i nienormalne upodobania. Chyba mam nietypowy charakter, nerwice z całą pewnością.
Mam zmienny nastrój i wiecznie się spóźniam-czas ziemski jest mi jeszcze trochę obcy, chociaż przyzwyczajam się do niego
od ponad 18 lat. Możesz mnie nie rozumieć, nie obawiaj się- przecież jestem dziwna. Wysłucham i uśmiechnę się kpiąco,
bo Twoje zdanie nie robi na mnie wrażenia...
czy mam jakiś fetysz? ta... mózg.