Jaworzasty mój kochany...
5 maj 2010,
po skokach w jeziorze :P
Na uczelni ciężko, ale jestem dobrej myśli.
Stefan padł i czuję się jak kaleka bez nogi. (tu chodzi o samochód :P)
W ogóle nie jeżdżę. W ogóle..(a tu chodzi o konie:P)
Gdyby ktoś zapytał mnie rok temu czy będę dalej jeździć,
zaśmiałabym się tej osobie w twarz z szyderczym uśmiechem
i jedyne co mogłabym odpowiedzieć, to ironiczne pytanie
"ja miałabym nie jeździć dalej?"
a jednak...
A może znajdę coś pod kątem "prowadzę jazdy ect. w zamian za możliwość swojej jazdy"
bez zarabiania na tym, choć żeby się benzyna zwróciła za dojazd..
:/
brak pomysłów na życie
EDIT:
zapomniałam się pochwalić!
Łaskawie po 2miesiącach PZJ przysłał mi certyfikat z intruktora szkolenia podstawowego PZJtu
i po 3miesiącach dosłali złotą odznakę w KOŃCU! :)