aaa, ja przelałem im pieniążki i czekam na bilet teraz :-)
ps. w przypadku obu wersji akurat największą różnicę stanowią nazwy własne/imiona, które Skibniewska w dużej części miała nieco inne niż Łoziński (do którego ciężko po jednokrotnym przeczytaniu ciężko było mi się przyzwyczaić. bardzo ciężko nawet). początkowo właśnie wydawały mi się dziwne niektóre tłumaczenia p. Jerzego, aczkolwiek z perspektywy czasu śmiało stwierdzić mogę, że idealnym byłoby połączenie obu (ale o tym chyba już Ci pisałem? :D) wersji. trochę z tego, trochę z tamtego i byłby cudowny mix ;-)
pps. a Dzieci Hurina naprawdę polecam :D
genialna jest, choć, wydawałoby się się, nieco przykrótka. idzie ją przeczytać w jeden, dwa dni :P