zdobyłeś mnie delikatnie, namiętnie, po cichu. szeptem. po raz kolejny, siedząc u mnie na łóżku, pijąc słodką, lekką kawę, opowiadając o życiu, planach i podróżach. każde Twoje słowo dopływało do mojego serca i uderzało z niesamowitą siłą. nie, to nie miłość. to po prostu mocna więźń między nami. relacja, której nie da się nazwać, bo w pewnym sensie ona nawet nie istnieje. a jednak, coś jest... gdy tylko się spotykamy. co nas łączy ? tak naprawdę nic, a jednak wszystko. brak ufności do świata i ludzi, normalność, chęć życia, optymizm ? to wystarczające, by nazwać naszą relację, w jakikolwiek sposób ? sama nie wiem, bo zaraz widzę ile nas dzieli. tak naprawdę wszystko. chociażby to, że ja i Ty to dwa różne światy. dwa różne światy odbiegające od siebie.
siedząc tak, zapytałeś o czym myślę. odpowiedziałam, że o niczym, gdy tak naprawdę jedyne czego pragnęłam to Ciebie. parę minut później, to ja spytałam się Ciebie o czym myślisz. odpowiedziałeś, że o niczym. przecież nie da się myśleć o niczym, a zazwyczaj tym niczym jest osoba która siedzi obok Ciebie i po prostu wstydzisz się jej powiedzieć, że to właśnie ona jest obiektem Twoich rozmyślań. więc wolisz ją nazwać niczym, żeby było bezpieczniej. przecież lepiej aby była nikim niż kimś. łatwiej aby myślała, że jest nikim, niż kimś. gdyby była kimś, to działo by się coś, a tymczasem gdy jest nikim nie dzieje się nic. ale ja w tamtej chwili, zwyczajnie wiedziałam, że myślisz o mnie, bo parę minut wcześniej byłam w tej samej sytuacji co Ty. roześmiałam się i kazałam Ci powiedzieć o czym myślisz, lub być może zgadnąć o czym myślę ja. i wtedy mnie pocałowałeś. po raz pierwszy od 5 lat, gdy tak strasznie za Tobą szalałam. zrobiłeś to. pocałowałeś mnie. i całowałeś tak jeszcze długo, bardzo długo, robiąc to powoli, delikatnie i namiętnie. czyli tak jak lubię. dotykałeś całego mojego ciała. i byłam tak naprawdę gotowa oddać Ci się w całości, ale to jeszcze nie ten moment, nie ten czas. a potem ta cholerna myśl, że być może to jest właśnie ostatni moment i ostatni czas by Ci pokazać, jak jesteś dla mnie ważny. w każdym razie, do niczego więcej nie doszło.
potem leżałam, myśląc tylko o Tobie i byłam tak szczęśliwa jak nigdy. czułam, jakbym wzięła dawkę jakiś ostrych narkotyków i się zwyczajnie naćpała. miał ktoś tak kiedyś z was ? nie musiałam jeść, pić, spać. wystarczyło TO uczucie. nic więcej. nim żyłam przez to parę godzin. to wszystko było chore, ale dosłownie czułam się jakbym była poza tym wszystkim. tak cholerne szczęście mi dałeś. a co najlepsze... nie czułam wcale żadnej miłości, tylko niesamowite uczucie spełnionego marzenia które ciągneło się za mną już 5 lat.
wyleczyłeś mnie z niego. po tym wszystkim... dziękuję.
zdj - Włochy