było najcudowniej w świecie. lepszej atmosfery nie można było sobie wymarzyć. to była magia. wszyscy niesamowicie sobie pomagali, wspierali, przytulali tych, którzy płakali z bólu, z bezradności, gdy staliśmy w tym tłumie na dworzu, pchaliśmy się wszyscy, bo każdy chciał być tam w środku jak najszybciej, już ich zobaczyć, ogrzać się, bawić się wspaniale. wszyscy biegli, aby spełnić swoje marzenia. każdy z nas miał jakiś cel, do którzego dążył. a jednak, w tym wszystkim, umieliśmy sobie pomóc. umieliśmy się jakoś tak magicznie zjednoczyć, że chyba nawet oni to poczuli. bo się uśmiechali, by szczęśliwi. widziałam to. pomimo wielkiego zmęczenia, pomimo tego, że nie jest tak jak dawniej, widać zmianę, widać wielki żal i zawiedzenie na ich twarzach z powodu nowej trasy, to właśnie tutaj z nami, udało im się zaznać chwilę szczęścia. i właśnie z tym czuję się tak cudownie - że wiem, że byli tacy szczęśliwi i zadowoleni.
opłacało się stać pod halą od 9 rano, marznąć. no i w ogóle nie wspominę już o tym, że przemokły mi buty tak, że miałam wodę chyba do kostek, że padał śnieg praktycznie ciągle, a słońce w tym dniu wyszło może na jakąś minutę, że było tak cholernie zimno, że numerków w końcu nie było i mój numerek 137 na chuj mi się przydał, że prawie zostałam uduszona i zgnieciona, że miałam tego wszystkiego dosyć, że nie spotkałam ich pod hotelem, że zgubiłam dziewczyny w tłumie, że byłam praktycznie cała mokra, wyglądałam jak największy żul na świecie, że nawet nie mogłam nic wypić w spokoju i wszystko było w biegu i byłam nie wyspana. miałam w sobie masę determinacji. kiedy już po tych wszystkich przepychankach pod halą, po naszych łzach z bólu i bezradności, po tym, jak nie wiem jakim cudem spotkałam dziewczyny, całe mokre, tak jak ja, i Natalię z koleżanką, po tym jak tam weszłam, znalazłyśmy Missy, i stanełyśmy razem na Fan Zone, tak daleko od sceny, zdałam sobe sprawę, że nie po to,tyle czekałam, nie po to tyle tutaj stałam, aby być na końcu. tak się zaparłam, że dopchałam się aż do 2 rzędu, od strony Toma,pod sceną od. a kiedy wyszli ? wszystko wtedy było takie ... niesamowite. nie krzyczałam, nie darłam się tak jak na innych koncertach robiłam. po prostu stałam, patrzyłam się na Toma którego miałam po prostu praktycznie na wyciągnięcie ręki, na każdy milimetr jego twarzy, na jego orgazmowe spojrzenie, a później na Billa, jak stał tak strasznie blisko mnie, jak tańczył, wyginał się w tych dziwnych strojach, na to jaki jest chudy i piękny, na Georga który tylko dwa razy był tak blisko mnie, ale nie ważnbe, uśmiech wszystko wynagrodził, na Gustava który się z nami bawił - to po prostu wystarczyło, że się uśmiechałam, że stałam, śpiewałam i ciągle się do nich uśmiechałam. nie odczuwałam żadnej potrzeby aby krzyczeć. a potem łzy - takie prawdziwe łzy szczęścia na geisterfahrer, in your shadow i can shine, automatisch ( wiem, to głupie, ale nie moja wina, że się tak rozpłakałam na in your shadow i can shine, że potem się uspokoić nie mogłam ! ) i na zoom. i pod koniec, pod sam koniec, kiedy spotkałam dziewczyny, jak się na siebie rzuciłyśmy, jak zaczęłyśmy spobie płakać w ramiona. ale to już nie był płacz, że to koniec, to były takie łzy szczęścia, że jejku, byli tutaj, w naszym mieście, że miałam ich tak blisko przez to pare dni, że dopchnęłam się, że dałam radę, że stałam tak blisko, że mogłam się zachwycać jego spojrzeniem. naprawdę czułam się tak niesamowicie spełniona, że nie wiedziałam co mam robić. niesamowite przeżycie i tak magia... kurczę, to było wszystko tak niezwykłe. to było takie poświęcenie, tyle łez, tyle bólu, a potem tyle radości. w tamtym momencie, gdy ich znowu zobaczyłam, wszystko zniknęło, wszystkie problemy, nie myślałam o niczym, tylko patrzyłam na nich, uśmiechałam się. i nawet jak zgubiłam Meg i Missy, to potem spotkałam inne dziewczyny. Było po prostu cudownie. A potem... potem już tylko pustka, strach. I znowu łzy szczęścia... znowu... i znowu... i znowu wiem, że są dla mnie ważni. Znowu są. I wiem, że będą. Nie pozbędę się ich tak łatwo. Po prostu, są strasznie głęboko w moim sercu. I wiem, że ich kocham i dziękuję im za wszystko. Za to, że byli ze mną tak długo, że są. Zawsze byli. Jak było mi źle, smutno, to byli. I nawet jak nie jest tak jak dawniej, to i tak im dziękuję. Za wszystko. Za to, że tak pięknie zagrali, że się z nami cieszyli, że wszystko było takie niesamowite. Po prostu.. dziękuję.
Dziękuję również Meguś, Missy, Envy, Kate, Olci, Agaci, Landryń, Pszecowi, Monice, peperprincess i Natalii oraz wszystkim dziewczynom które spotkałam tam, które sprawiły, że ten koncert był tak wyjątkowy. Dziękuję wam dziewczyny za jeden z najcudowniejszych dni w moim życiu. To między innymi dzięki wam wszystko znowu się we mnie obudziło.
To jest tak, że przez tamtą chwilę zanrzułam się w zupełnie innym świecie... a teraz trzeba znowu wracać do rzeczywistości i to jest trochę smutne. Bo tamten świat jest inny. Nie wiem czy lepszy. Po prostu inny.
zdj - jejku, jak się cieszę, że udało mi się zrobić w miare ładne zdjęcie, w miare wyraźne i to jeszcze jak był na tym podeście ! no kurde, nie wiem jakim cudem to zrobiłam, ale jest piękne, i tylko dwa mam takie w miare wyraźne. no nie wierzę, że udało mi się tak dopchać. kurczę, niech oni tu już wracają !