mimo, że walentynki, spędzam sama ... zależy o co chodzi z tym spędzamiem samemu walentynek. sama, w sensie, że bez niego. nie będzie żadnych kwiatów, czy słodkich kartek. nic z tych rzeczy. za to idę do klubu, z moim diamencikiem, i jakoś ta perspektywa mi również odpowiada. chociaż ciągle czegoś brak, ciągle gdzieś myślami uciekam do niego, że fajnie by było, miło zapewne, ale cóż poradzić. trochę mi przykro z jednej strony, że większość osób, ma z kim spędzać te walentynki, może niekoniecznie z facetem, czy dziewczynami których kochają, czy też pragną, ale przynajmniej, gdzieś we dwoje. a ja ? coż, tak czy siak, wiem, że żadnej propozycji bym od niego nie otrzymała. i znowu musiałabym przejąć inicjatywę. a mogłabym przejąć, byle by spędzić je z nim.. z resztą, nie tylko walentynki. jednak... sobie tak myślę, że to święto, musi być fajne dla tych którzy się kochają. więc my, którzy nikogo nie mamy, nie bądźmy zazdrośni, nie przeklinajmy, jakie to głupie, komercyjne święto, bo gdy tylko upadniemy z miłości, zmienimy zdanie. a tak w ogóle to cholernie za nim tęsknię, wyjechał, a wczoraj wieczorem, jak zdałam sobie sprawę, że 2 tygodnie będę musiała wytrzymać bez niego, jakoś tak w środku, coś się we mnie zaczęło kruszyć i uroniłam parę łez.
zdj - jakoś okropna, przeróbka jeszcze gorsza.
a jeżeli chodzi o to jabłko to wiecie co ? czasami warto doceniać takie malutkie rzeczy, takie małe gesty od bliskich.