chyba nie potrafię. zupełnie nie potrafię. nie jestem odważna, nie jestem na tyle pewna siebie. może w ogóle nie jestem. nie wiem, czy to czas nami kieruje, czy może tylko te gesty i spojrzenia, ale ja nie potrafię podejść do Ciebie, zapytać o spotkanie. to wszystko wydaje mi się z jednej strony tak bardzo proste - to Ty zawiniłeś, to Ty się wstydzisz, to Tobie jest głupio, to ja powinnam mieć władzę. a z drugiej stony, to tak bardzo trudne, bo to chyba ja bardziej tego chcę, ja zostałam zraniona, na mnie zwrócone są oczy Twoich kolegów. jestem na siebie tak strasznie zła, że zaraz zwariuję. czuję, że jego wstyd znika, a na jego miejsce staje obojętność do mojej osoby, i nie chodzi tu już o unikanie, ale po prostu o to, że zabił swój wstyd, musiał się go pozbyć, skoro go unikałam, nie rozmawiałam z nim. czuję się strasznie, bo wiem, że teraz ruch należy do mnie i być może, była szansa odbudowania tego, ale teraz to właśnie przeze mnie, przez mój beznadziejny strach, wszystko się znowu zniszczy. i wydaje mi się, że za tydzień będzie już za późno, aby to naprawiać.
zdj - wakacje 2008. znowu jakieś stare.
aaa i wszystkiego najlepszego z okazji dnia dziadka ! dużo zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń, radości i uśmiechu ! :)
nie potrafię taka być.