|
2010/02/19
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
Kategoria:
Hey man!
|
|||||||||||||||||||||||||||||
[Mam tu mokre włosy i minę wystraszonego szopa pracza, ale nvm]
Kocham tą Panią (prawie) najbardziej na świecie < 3
Co za zajebiste ferie. Wiem, że mi ich zazdrościcie, w końcu nie każdy może sobie odpuścić tydzień szkoły na rzecz dwóch tygodni w górach :3 No ale od początku, wreszcie mam trochę miejsca :D
Z dziennika Uli N. znanej też jako Uszi ;asd
Niedziela (7.02): Chęciny są taaakie ładne. Podróż była taaaka męcząca, ale jednak wolę samochód od pociągu.
Dostałam od Jagienki kubek z logiem Slayera na walentynki *lans*, co było chyba najwspanialszym prezentem, jaki kiedykowiek dostałam na to żydowskie święto o/
Wieczorem deska z Dżag i chłopak, jeżdżący slalomem po trasie wyciągu i śpiewający 'breaking the law, breaking the law'.
Poniedziałek (8.02): Wierch Rusiński = omójtyłek. Co za idioci wymyślają te zjazdy z wyciągów krzesełkowych?
Jagienka: Czuję się taka fajna jeżdżąc na desce. To takie... lanserskie.
U: Rajt.
W domu gorąco i półtoraroczny Dawidek w pokoju obok. Fail.
Siema Zakopane! Naszywki, kartki z serduszkiem i Costa Coffee, gdzie Dżag postanowiła pobawić się swoim teleobiektywem na światełkach za oknem. Nie móc trafnie ustawić kadru zaczęła się wiercić i kręcić.
J: PRZESUNĘ SIĘ NIEPOSTRZEŻENIE!
Pół kawiarni patrzy, jak Dżag skacze z fotelem raz w jedną, raz w drugą stronę.
Straszny, mały Rumunek na ulicy, błagający o 50 gr, które Dżag w końcu mu dała ("jestem taka dobra!"). Dopadł nas potem w kfc twierdząc, że to na pewno nie jemu dawałyśmy wcześniej 50 gr.
Na dworcu pks oczywiście musieli przyczepić się do nas jacyś zboczeńcy i z tekstem do mnie "gdzie króliczek jedzie?" :o Próbując uciec, usłyszałyśmy ich krzyki "zając ci ucieka! A może to zającówna?"
Wtorek (9.02): Bez żadnego ostrzeżenia i jak zwykle za niewinność, zostałam najpierw oskarżona o "blokowanie stoku", a następnie nazwana "głupią gówniarą", przez grupkę jakże niegłupich narciarzy, którzy najwyraźniej uważają snowboard oraz zapinanie deski za gwałcenie prawa! Cóż, najwidoczniej tylko głupi ludzie, i do tego gówniarze jeżdżą na snowboardzie.
Dawidek daje się we znaki, a jego mama bardzo mądrze tłumaczy mu, że nie można skakać po stole w czasie obiadu, bo "złamiesz sobie kręgosłup". Szkoda, że to dziecko nawet jeszcze nie mówi.
Środa (10.02): Wozimy się i wymiatamy na desce. Najlepsze zajęcie podczas wjeżdżania na górę: komentowanie snowboardzistów.
U: O, patrz, nasza przyjaciółka, która nie umie skręcać i nie wie, na którą nogę jeździ.
J: No, śmieszna jest, ciekawe, kiedy się nauczy.
U: Moze weźmie instruktora!
Po czym komentowana przez nas dziewczyna macha do faceta, siedzącego obok nas na gondoli. FAIL.
Co za debilni ludzie stoją w tych kolejkach! Jeszcze na dodatek chyba wszyscy narciarze mają cel, by zgnębić snoboardzistów i pokazać, że narty to jedyna słuszna droga. Miałam ochotę wywiesić sobie na szyi wielką kartkę z napisem "JEŹDZIŁAM 10 LAT NA NARTACH, ALE PRZERZUCIŁAM SIĘ NA DESKĘ, BO BARDZIEJ MI SIĘ PODOBA", ci ludzie najwyraźniej sądzą, że nie potrafię jeździć na nartach.
Och, zdziwilibyście się, frajerzy jeżdżący pługiem.
Czwartek (11.02): Wypad na zakopiańską Szymoszkową ze znajomymi. No, nareszcie coś trudniejszego niż małe muldy, w sumie w pewnym momencie ściana niezła. Zostałyśmy zaproszone na pączki w karczmie na środku stoku, gdzie zrobiłyśmy FOTĘ W SPŁUCZCZE OD KIBLA < 3 Od tamtej pory szukamy różnych ciekawych przedmiotów, które mogłyby zastąpić nam pospolite już lustro: Jagienka robi sobie zdjęcie w podajniku na papier, ale to już było.
2 godziny w restauracji, zieeew. Dyskusja o automatycznej skrzyni biegów oraz poznawanie historii Nysy przy pierogach i golonce. Z Dżag dzielnie szukamy rzeczy, w których cokolwiek się odbija. Miliony pikseli w naszych telefonach czekają na okazję.
Lodowisko przy skoczni narciarskiej. Przechodzimy kryzys wieku młodego, wszystko nas boli. Poważni, mądrzy dorośli pasą dupy w kawiarni przy gorącej czekoladzie.
Krupówki łelkam. Fota przy znaku drogowym "Sopot 710 km" - już niedaleko! Dżag próbuje kupić fajki, kioskarze kręcą głową na jej "1993" w dowodzie (Zakopane lepiej poinformowane o tymczasowych od stolicy?), podchodzi więc do jakichś dresów.
J: Ej, kupicie mi fajki?
*dresy wyciagają paczkę i częstują ją papierosem*
J: Nie no, ja potrzebuję całą paczkę!
D: Całej paczki to my nie mamy!
Naczosy, ale bez sosu, próbuje nam je zabrać kierowca busa, którym wracamy.
Piątek (12.02): Białka Tatrzańska wita. Nigdy nie przypuszczałam, że takie kolejki są w ogóle możliwe. Słyszymy ciekawą wypowiedź dziewczyny, stojącej w kolejce do wyciągu przed nami "ja mam deskę ustawioną na obie nogi, ale wolę jeździć na prawą". Atak śmiechu pozbawił mnie tchu. Po zjeździe ze stoku niecierpliwie wyczekujemy owej dziewczyny. Zjeżdża 15 min później, jadąc na lewą nogę *facepalm*
Powiedzcie mi, dlaczego wszyscy głupi ludzie zatrzymują się zawsze na środku stoku przy jakiejś stromiźmie i czekają, niewiadomo na co? Przez jakiegoś dziada na carvingach, który zatrzymał się zupełnie nagle na samym środku stoku, nie dając mi możliwości wyminięcia go, przewróciłam się do tyłu i zrobiłam ślicznego fikołka, waląc głową w ziemię. Lekkie wstrząśnienie mózgu i reszta dnia przeleżana w łóżku.
Sobota (13.02): Rano na Wysoki Wierch rozruszać trochę kości na desce, po obiedzie wielka wyprawa z buta na Rusiński Wierch (3,5 km pod górę w śniegu), by porobić zdjęcia w jakimś starym, opuszczonym domu, który widziałyśmy, jadąc samochodem. Okazał się on opuszczonym domem, w którym zrobiono stajnię, a następnie ją też opuszczono, zostawiając połamane boksy i porozrzucane homonta. Było STRASZNIE, wszędzie miałam przeczucie, że znajdę trupa.
W pokoju Dżag:
Mama Dżag: Ula, chcesz jabłecznika?
U: Nie, dziękuję, zaraz jem kolację.
M: No zjedz ze mną, bo Jagienka nie lubi, a muszę to ukryć przed twoją mamą, bo zaraz będzie krzyczeć, że podjadamy!
U: No dobra, breaking the law.
Wieczorem nasze mamy i moja ciocia jak zawsze urządziły sobie popijawę, zwaną przez nie PIDŻAMA PARTY: siedziały i upijały się winem, narzekając na wszystko dookoła, z naciskiem na CÓRKI. Korzystając z tego, że większość dzieciaków wyjechała, poszłyśmy na poddasze, gdzie ograłam Dżag w grę planszową, rzucając kostką po całym piętrze. Jakiś niewątpliwy haker odblokował zablokowane przeze mnie w tamtym roku kanały erotyczne w tym ARAB SEX. Ponieważ wolałam oglądać Religia TV, Dżag grała w szachy sama ze sobą.
J: Cholera, nie wiem, gdzie mam się ruszyć, jestem za dobra!
Następnie popsułam jej puzzle, za co się obraziła drugi raz w ciągu 10 min (wcześniej nie chciałam włączyć Przyjaciół) i nie odzywała się do mnie przez ponad pół godziny, mimo wykańczającego pojedynku na miotły i środki czystości do mycia okien!
Po powrocie do mojego pokoju oglądałyśmy skoki narciarskie z podnieconymi mamami/ciotkami i niewiadomo, dlaczego, zaczęłyśmy śmiać się ze sklepu TCHIBO.
Niedziela (14.02): Wysoki Wierch rano, popołudniu spacer na Szymkówkę, kąpanie się w śniegu i brnięcie w nim po kolana. Dobrze, że moja rodzicielka tego nie widziała, tego oraz obżerania się później orzeszkami i czipsami z Jagienką, oglądając Nianię.
Wieczorem z prawdziwą ekscytacją wszystkie oglądałyśmy Eurowizję, choć szkoda, że NEFER nie pojechał do Oslo :c
Białe wino jest pyszne, ale oscypki w occie to prawdziwe nieporozumienie.
Poniedziałek (15.02): Jagienka wyjechała, więc doszłam do wniosku, że czas się zabić. Od razu zachorowałam i zostałam w domu, a one pojechały do Białki. Jakoś nie uśmiechało mi się jeździć tam samej, stać samej w tej gigantycznej kolejce, wjeżdżać samej wyciągiem, samej jeść frytki i samej ukrywać snickersy przed moją matką. Pierwszy raz porównałam ją do innych mam i doszłam do wniosku, że to prawdziwa psychopatka żywieniowa. Nawet ciocia ukrywała przed nią czekoladki.
Kolejna butelka Carlo Rossi i kłótnia o to, która pójdzie na dół po korkociąg, bo od 5 dni co wieczór schodzimy do kuchni, prosząc o otwieracz i czujemy się jak pijaczki.
Wtorek-piątek (16-19.02): Kolejno stoki: Zakopane, Czarna Góra, Olczański, Jurgów. Zdołowanie nieciekawą sytuacją w sprawie Jagienki i w ogóle, odechciało mi się wszystkiego. Wieczory spędzane z mamą na oglądaniu telewizji, piciu taniego wina i graniu w pinballa na laptopie (nie złapałam wlana niestety). Bardzo ciężka, 9-godzinna podróż do domu, dziękuję Jarek za dotrzymywanie towarzystwa :3
Niesamowity jest ten limit na pb, ostro go wydłużyli, a i tak brakuje mi już miejsca, więc kończę :3
+666 do lansu każdemu, kto przeczytał tą notkę - niewątpliwie najdłuższa na tym fotoblogu od czasu założenia go.
Piotruś, skarbie < 3
05/02/2012 19:58:59
21/12/2011 23:01:26
06/12/2011 13:35:57
16/11/2011 22:31:42
07/11/2011 21:42:37
22/10/2011 18:16:13
16/10/2011 20:35:50
10/10/2011 21:24:24
Wszystkie wpisyxxxpollyxxx
mydearbear
ostruj
glodnyy
oleksandraaaa
uniiquelady
heartlessboy
aaaagusia92
Wszyscy znajomi