No i koniec Maczka Sraczka.
Dziwne uczucie, przedziwne, nie mieć obowiązku szkolnego, wiedzieć, że nigdy więcej nie usiądzie się w szkolnej ławce, dnia nie będą regulować szkolne dzwonki. Nie będzie porannego papierosa w Lasku Bielańskim, nie będzie wiosennych posiadówek nad kanałkiem. Koniec z matemtyką! Po 8 maja mogę zapomnieć o logarytmach, prawdopodobieństwie, trygonometrii, funkcjach i całym tym gównie, które przez 12 lat przeszkadzało mi w życiu. Jakoś nie jest mi specjalnie smutno - mam nadzieję, że nasz melanż 22 maja wypali, bo miło by było powtórzyć czwartkowy wieczór.
Co matury, to hiperbola - raz mam wyjebane, raz się denerwuję. Już nawet nie myślę o tym, czy dostanę się na wymarzone studia czy nie, raczej boję się wstydu, gdy okaże się, że 3 lata nauki do rozszerzonego polskiego, pieprzenie się z groteską, czytanie o chorych na agorafobię świrusach, zastanawianie się, co autor miał na myśli - że to wszystko przeloży się na ostateczny wynik 40-60%. Będę wściekła wiedząc, że traciłam czas, czytając konstytucję i powtarzając systemy ustrojowe, bo z wosu dostanę np. 55%. A najgorsze, że doskonale wiem, że wiele rzeczy po prostu olałam, nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć "robiłam wszystko, co trzeba było". Nie czytałam lektur, opuszczałam zajęcia z rozszerzenia, myliłam archaizmy z anarchizmami, popełniałam błędy rzeczowe, myląc bohaterów lektur, pieprzyłam modernizm z dwudziestoleciem międzywojennym, ledwo zaliczałam kolejne epoki, nie zrobiłam samodzielnie ani jednego czytania ze zrozumieniem. A w podziękowaniach dla wychowawczyni, zamiast "mobilizację" powiedziałam "mobilitację", bo pomyliło mi się z nobilitacją i teraz mi wstyd.
Średnia na świadectwie ukończenia lo - 4,26, jestem taaaka dumna, będę mogła chwalić się wnukom. I tylko jedna dwója, nietrudno domyśleć się, z czego :3
Jestem tylko trochę zmartwiona faktem, że podczas uświętniania zakończenia roku (skąd pochodzi zdjęcie) zepsuł mi się kit. Co prawda nie używałam go często, a przede wszystkim nie do portretów, ale czasem naprawdę się przydawał - właśnie na imprezach czy do panoram, które tak uwielbiam. Hmm, mam nadzieję, że uda mi się tanio kupić drugi, bo naprawiać go się raczej nie opłaca.
A tymczasem cały czas odkładam na mojego Tamrona. Rodzice obiecali się dołożyć, pewnie w okolicach 1 czerwca uda mi się go kupić. tutaj możecie go zobaczyć ;) Niedługo będzie mój, ale przedtem czeka mnie jeszcze 15 godzin w studio, bo bez kasy z tych sesji raczej nie dam rady go kupić. No ale to wszystko po maturze.
Tyyyle rzeczy mam do zrobienia po maturze. Wciąż wszystko odkładam na "po 16 maja", zrobił się to taki okres owiany niezwykłą legendą, strasznie odległy... A jak 17 maja obudzę się, tak jak codziennie i uświadomię sobie, że czeka mnie 5 miesięcy bez żadnych zmartwień, wypełnione tylko rzeczami, które lubię robić, odpoczynkiem, zdjęciami, wyjazdami, zwiedzaniem fortów, ahh... Muszę zdać prawo jazdy, spotkać się ze wszystkimi, iść na sto koncertów, wyjechać nad jezioro i w Bieszczady, zrobić milion zdjęć, iść na kurs obsługi paralizatora (takiego w pistolecie :D), kupić kartę do Orange/Play i założyć nowy numer, przeczytać wszystkie interesujące książki, obejrzeć wszystkie filmy, które chciałam obejrzeć od ferii, zrobić gruntowny porządek w pokoju, spalić wszystkie książki Kiełbasy na grillu, kupić dwa filtry (tabaczkowy i fioletowy), stojak na blendę i wyzwalacz lamp radiowych, przejść się na targi foto do Stodoły... no i zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia, min. 3 sesje tygodniowo. Mam tyle pomysłów, że musiałam zacząć je spisywać, tyle inspiracji, każdy dzień sprawia, że wściekam się na tą maturę i brak czasu na sesje, ale nadrobię... bez obaw, na pewno nadrobię ;)
Uff, dawno się tak nie rozpisałam, nawet mogłabym coś jeszcze napisać, ale czeka na mnie prezentacja do zrobienia. Nagle uświadomiłam sobie, że wszelkie terminy, które podawali moi znajomi jako zakończenie tworzenia prezentacji (marzec, początek kwietnia, dwa tygodnie przed) i którymi tak się pocieszałam ("mam czas, w końcu oni robili to później") właśnie minęły i zostałam na lodzie, bez przeczytanych książek i bez prezentacji. Gratuluję, Ulu.
Pozdrawiam serdecznie Necziego :*
Dobra, idę czytać tego cholernego Pianistę - nie wiem, co mnie podkusiło, by brać do literatury przedmiotu dwie książki, ktorych nigdy nie czytałam, a jedynie oglądałam filmy. Tak jakbym nie mogła wybrać jakichś książek z kanonu lektur, które tak czy inaczej bym przeczytała (i które może byłyby cieńsze). Niestety, moja bezmyślność i robienie bibliografii na "odwal się" sprawiły, że teraz będę cierpieć. A, no i konspekt też mam chujowy, zrobiony pod nieznajomość książek. Ciekawe też, gdzie znajdę książki wpisane do literatury podmiotu, bo zupełnie nie pamiętam, z której biblioteki mogłam je brać i obawiam się, że pożyczyłam od jakiegoś znajomego, bez czytania (którego?!).
Serio kończę, bo o 13 ma zadzwonić do mnie Rafi z pytaniem, ile Pianisty już przeczytałam od godziny 11, a ja powiem 'eee... napisałam notkę na fotoblogu!'.
Jestem taka tragiczna.
Miłej, bezmaturalnej majówki życzę niematurzystom :*
28/04/2012 12:40:09
07/04/2012 21:13:47
24/03/2012 8:27:38
05/02/2012 19:58:59
21/12/2011 23:01:26
06/12/2011 13:35:57
16/11/2011 22:31:42
07/11/2011 21:42:37
Wszystkie wpisyuszi
aaaagusia92
xxxpollyxxx
oliwiah02
froozen
przyjarana
heartlessboy
uniiquelady
Wszyscy znajomi