Z soboty u Joanny, hot 18 Kaśka robiła.
Notka specjalnie dla fanów, którzy usilnie się przypominają. W sumie to nie piszę tu zbyt dużo, bo nie chce mi się narzekać. Znowu problemy z matmą, znów scysje na niemieckim i podążające za mną uczucie, że naprawdę NIC nie umiem do tej pieprzonej matury. Dopada mnie takie zrezygnowanie, że mam ochotę rzucić tą szkołę, naprawdę. Jedyne, w czym czuję się lepsza, niż chociażby pół roku temu, to rozszerzenie z polskiego, bo ktoś mnie mobilizuje, ciśnie, drze mordę, ale co z tego, skoro NIE MAM CZASU CZYTAĆ LEKTUR. Nawet nie wspomnę o wosie, bo to moja największa zmora. Z historii rezygnuję, po prostu nie dam rady, nie obrobię tych wszystkich rozszerzeń. Jestem przerażona faktem, że we wrześniu myślałam 'no, w grudniu to już będę mega dużo umiała' i nagle - o kurwa, jest grudzień, a ja nie umiem wszystkiego tak samo, jak we wrześniu. Strasznie zapieprza ten czas, a ja tak bardzo marzę o dziennikarstwie prasowym na tym cholernym UW... tak bardzo, że zamiast kuć wos, odświeżam fejsa i spamuję maxmodelsika. Wystarczy 30 sekund na ogólne rozmyślanie o moim życiu i dochodzę do nieciekawych konkluzji. Nie mam konspektu, nie przeczytałam ani jednej książki do niego. Nie wypisałam się z fakultetów z historii, a na nie nie chodzę i napisałam mimo wszystko próbną maturę rozszerzoną (której na 100% nie zaliczyłam). Nic nie umiem na wos, a skoro rezygnuję z historii, to muszę go rozkurwiać jak mało kto. Masakrycznie opuszczam się w matmie, z tygodnia na tydzień jest coraz gorzej - a przecież miało być już tylko lepiej. Kasa mi gdzieś znika. Powinnam rzucić fajki. Chciałabym jeszcze schudnąć, ale jak na razie staram się nie tyć. Od pół roku zapisuję się do fryzjera i póki co moja grzywka sięga mi tylko do pasa. Zajebiście zaniedbałam WSZYSTKICH, nie mam czasu wyskoczyć nawet na piwo czy chińzkie. Weekendy upływają jak pstryknięcie palcami. Nie mam już czasu tłumaczyć, jak bardzo nie mam czasu. I boję się, że tak właśnie będzie wyglądać moje życie, że nigdy na nic nie będę mieć czasu.
Dobra, Rafał mnie właśnie zmobilizował do nauki wosu, więc za chwilę sobie wezmę książeczkę i porobię zadanka. Btw to siedzę w domu, bo kurwa coś dziwnego stało się z moimi zatokami. Akurat pod koniec kuracji antybiotykowej (niezaleczona infekcja z lipca, pozdrawiam swoje ogarnięcie) wzięło mnie coś okropnego, stan podgorączkowy, straszny ból zatok i głowy i kaszel. Mam nadzieję, że do jutra się wykuruję, a jak nie to do czwartku koniecznie, bo sprawdzian z wielomianów. Mam zamiar nauczyć się całego działu z Kiełbasy na pamięć i dostać minimum 3, bo z moimi trzema laskami sytuacja wygląda niezbyt wesoło. A jeszcze pod koniec października moimi jedynymi ocenami było pięć trój!
Jedyne, z czego jestem maksymalnie zadowolona, to zdjęcia oczywiście. To niesamowite, gdy myślę, że rok temu byłam zupełnie nikim, nie potrafiłam poprawnie skomponować portretu, robiłam focie Wisły kitem i uważałam zdjęcia ludzi za nudne, a sesje w studiu to już w ogóle pełen profesjonalizm. Teraz fotografia to w sumie moje jedyne wyjście, jeśli nie uda mi się dostać na to UW. Moim marzeniem jest pracować w przyszłości tak, jak co kilka tygodni w niedziele: 10 godzin spędzać w ciepłym, przytulnym studio, z kubkiem kawy, fajkiem, netbookiem z wi-fi, opowiadać żarty o murzynach, jarać się udanymi zdjęciami, a nawet srać pod siebie, gdy beauty dish utknie w mocowaniu do lampy. Szkoda tylko, że powrót po takim dniu do rzeczywistości jest tak trudny, a następnego dnia nie czeka nic innego, prócz szkoły i nikogo nie obchodzi, że nie każdy opierdala się całe weekendy. Ale dobra, nie narzekam, sama wybrałam sobie tą drogę i jestem mega szczęśliwa, że buduję sobie jakoś zabezpieczenie na przyszłość. W sumie to mogę powiedzieć, że jestem dumna z siebie, że potrafię zrezygnować z jakichś melanży, robiąc to, co kocham i wiedząc, że w przyszłości mi się to zwróci. Wkurwia mnie tylko podejście do tego niektórych osób... ale nieważne, zawsze znajdą się hejterzy, z czasem na pewno będzie ich więcej, czas się przyzwyczajać :)
Strasznie jestem wdzięczna ludziom, którzy mnie wspierają, wierzą w to, co robię i dobrze mi życzą. Nawet nie macie pojęcia, ile znaczy dla mnie miłe słowo, ot tak rzucone, bez jakiegoś konkretnego powodu. Fakt, że ktoś to wszystko docenia, jest dla mnie naprawdę niezwykle budujący i motywuje.
Czekam na ferie z niecierpliwością, będą wspaniałe, najlepsze, no i znowu 3-tygodniowe ;> A w ogóle: CO Z SYLWESTREM?*
Dobra, idę robić inhalację na te zatoki, jeść i uczyć się wosu! :)
*swoją drogą, fotografowie mają zajebiście, bo z aparatem zawsze ktoś ich zaprosi na imprezę! ;)
05/02/2012 19:58:59
21/12/2011 23:01:26
06/12/2011 13:35:57
16/11/2011 22:31:42
07/11/2011 21:42:37
22/10/2011 18:16:13
16/10/2011 20:35:50
10/10/2011 21:24:24
Wszystkie wpisyoliwiah02
manias1239
nataleczka48
kejshit
mydearbear
heartlessboy
uszi
ostruj
Wszyscy znajomi