o co mi chodzi?
o nic, nie dzieją się tragedie, życie psize zaskakujące scenariusze, ale mimo wszystko nie ma w nich psychopatycznych morderców i trąb powietrznych, są psychopaci i ludzkie trąby, osoby zupełnie niegodne zaufania i banda idiotów. płaczę, drę szaty i wyrywam włosy z głowy, ale tak na prawdę jestem tylko kolejną nastolatką wyolbrzymiającą wszystko, co zastanę na swej drodze. faktycznie, doświadczyłam spraw niebywałych i okropnych, patologicznych i przrażających, ale jakby na to nie patrzeć, ludzie funkcjonują w milion razy gorszych warunkach. tak, funkcjonują. z zszarganą psychiką i trzęsącymi się dłońmi, tikami nerwowymi, koszmarami w nocy i za dnia, ze spaczoną emocjonalnością, nieufni i niezdolni do miłości.
ze mną nie jest tak najgorzej, nerwica odzywa się, ale to przecież złote czasy dla tej przypadłości- nie ma o czym gadać. dziwnie postrzegam ludzi i ciężko mi ufać, jestem wiecznie podejżliwa i zdradzona, marudna i niezadowolona.zaspana i nieszczęśliwa bawię się, wypuszczam z płuc dym i mieszam krew alkoholem, śmieję się i krzyczę, ale to wszystko nie z hedonistycznych pobudek, a przez instynkt samozachowawczy. dom i samotność, cisza i myśli bardzo szkodzą indywiduom mojego pokroju. jaka szkoda, taka już jestem zmęczona.
bez sensu.
"A przecież jakieś znaczenie musi się kryć we wszystkich rzeczach, gdyż inaczej wszystkie one byłyby mało warte, zaś cały ten krągły świat jedynie pustą cyfrą, chyba żeby go sprzedawać na wzory dla zasypania bagien na Mlecznej Drodze, podobnie jak się sprzedaje wzgórza w pobliżu Bostonu."
-Herman Melville, Moby Dick czyli biały wieloryb