|
2010/03/21
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Nie rozmawiamy ze sobą, nie rozmawiamy wcale, każdy z nas kryje gdzieś w głębi smutki i żale. Tak właśnie jest. Tylko dzień dobry, jak leci, w porządku, do jutra. Takie bla bla bla, ukrywamy prawdę nie gadamy o niej wcale. Łapię się na tym, że gdy rozmawiam z przyjaciółmi to tak naprawdę nie mówimy o sobie, przelatujemy przez różne tematy, pez nigdy o tym, co boli, każdy skrywać to w sobie woli. Czasami nie mamy czasu by wysłuchać kogoś od początku do końca. Jedno słowo może tak wiele pomóc, może działać cuda, przywrócić sens, wprowadzić na słuszną drogę, to się może udać. Mam 21lat i ciągle nie mam prawa jazdy, lecz dzięki temu jeżdżę autobusami, tramwajami, bo nie stać mnie na taxi, lecz są to dla mnie podróże ekscytujące, bo mogę podsłuchiwać rozmowy ludzi, które mogą być pouczające. Wchodzą do trawaju, a raczej się pchają, a ja nasłuchuję, o czym Ci ludzie ze sobą rozmawiają. Jakieś młode panienki stoją naprzeciw mnie, myślę, że z lat szesnaście najwyżej mają. Mówi jedna do drugiej "Tak się najebałam, Że gdy wróciłam do domu nad kiblem godzinę sterczałam." Obracam głowę. Po drugiej stronie dwóch kolesi rozmawia ze sobą. Jeden do drugiego mówi "Wczoraj tak się najebałem, że całą noc drogi do domu szukałem." I takie prowadzi się rozmowy, standard, chleb powszedni, nie ważne czy rozmawiają Kobiety, mężczyźni, bogaci czy biedni. Starsi narzekają, powiadają jak ciężko na każdym kroku. Zamykam oczy i słyszę te same schematy "Cześć, jak się czujesz, papa, trzymaj się." Wszystko zmienia się w jedną wielką paplaninę dosłownie o niczym takie bla bla bla. I tak sobie o tym rozmyślałem. I więc, gdy zacząłem z kimś rozmawiać pytam się czy coś go boli, czy chce o czymś pogadać, a wtedy z ciężaru się wyzwoli, a on na mnie wybałusza gały, pobladł cały, Popukał się w głowę, więc ja pytam czy tak dobrze jest nic nie mówić wcale i gromadzić w sobie wszystkie smutki i żale.