Photoblog.pl

Załóż konto

Czasem zdjęcie, czasem wpis 

2017/12/28   

Malta 1/2

« następne   poprzednie »
Malta 1/2

Napisałam krótką notkę po wizycie na Malcie, nie dodała się, bo miałam wtedy jakieś problemy z photoblogiem. Niestety nie zapisałam jej, ale postaram się napisać kilka zdań.

Czemu poleciałam na Maltę w listopadzie?
Większość ludzi marzy o podróży w jakieś miejsce, zbiera pieniądze, planuje, szuka okazji.
Czasem też mi się tak zdarza, ale raczej rzadko :p
Kiedy dowiedziałam się w październiku, że do końca roku musze wykorzystać 2 tygodnie zaległego urlopu (pierwszy raz w życiu mi się taka sytuacja przytrafiła) zaplanowałam, że polecę sobie gdzieś poza sezonem.
Miałam lecieć do Rumunii, w której nie byłam jeszcze, ale ponieważ D. nie miał urlopu, postanowiłam inaczej spędzić swój wolny od pracy czas. Przyleciałam na kilka dni do Polski, później na weekend z Danim do Manchester, a po tym z Anią na Maltę.
Czemu Malta? Odpowiedź jest prosta- były tanie bilety. Szukałam miejsca gdzie jeszcze będzie w miarę ciepło + nie wydamy za dużo.
O Malcie wiedziałam tylko tyle gdzie leży i że jest odrębnym państwem Unii Europejskiej.
Hotel również wybierałyśmy po cenie i warunkach a  nie miejscu, które najbardziej chciałybyśmy zobaczyć.
I to był błąd jeśli chodzi o Maltę. Następnym razem podzieliłabym pobyt na dwa miejsca.

15 listopada wsiadamy w samolot z East Midlands lecący na Maltę.
W samolocie sami starsi Angole. Nie przesadzam. Średnia wieku 65 lat plus ja i Ania.
Myślałam, że to Polacy spędzają dużo czasu szukając swojego miejsca, układając bagaż w schowku etc. Ale jak widać, więcej czasu zajmuje oddawanie stewardesie swoich lasek niż reklamówki wypełnionej fajkami, kupionymi na bezcłowej w Polsce.
Ogólnie sam lot był dość dziwny, siedziałam przy oknie, więc głupio było mi wychodzić do toalety, bo gruba staruszka była cały czas przypięta specjalnym pasem dla grubych ludzi i musiała go specjalnie odpinać, żeby mnie przepuścić; w samolocie unosił się zapach pampersów; były dość duże turbulencje i aż dziwne w sumie, że nikt nie dostał ataku serca i nie trzeba było lądować awaryjnie.
Wreszcie doleciałyśmy, ok 22:30. Na lotnisku nadal dość spory ruch. Stanęłyśmy, zastanawiając się gdzie mamy wyjść, żeby złapać jakąś taksówkę. I nagle podchodzi facet i pyta: szukacie taxi? Maltańczyków określiłabym jako mieszankę Włochów z Arabami, więc popatrzyłam dość nieufnie na niego. Ania jednak ucieszona mówi: tak, szukamy. -Do jakiego hotelu musicie jechać? -Do tego, i tego, odpowiada szczerze Ania, a ja mam serce w gardle, bo naoglądałam się filmu "Taken" ( "Uprowadzona")  Obok nas kilku Maltańczyków pije kawę, patrzą na nas, słuchają co mówimy i uśmiechają się 'zalotnie'. No tak, inne kobiety są od nas starsze minimum 35 lat.
Decydujemy się jednak wziąć tą taxi, podchodzimy z kolesiem do samochodu, a tam żadnego oznaczenia, że to jest taksówka. Znowu pytanie co robić, wsiąść, nie wsiąść. Przecież jakby nas teraz uprowadzili to nikt nie wie, gdzie nas szukać, poza tym jest ciemno a staruszkowie z samolotu pewnie dopiero dodreptali do odprawy. Pytamy czy może nam udowodnić jakoś, że jest to taxi. Mówi coś o rejestracjach na samochodach, że taksówki kończą się na Y. Patrzymy a tam wszystkie auta dookoła mają Y na końcu rejestracji. Mówimy mu to. A on, że no tak, bo to wszystko to są taksówki. Dziwne. Jednak decydujemy się wsiąść, mówiąc przy okazji, że ojciec Ani pracuje w policji i jeśli nam sie coś stanie, to on nas znajdzie.
(Co oczywiście prawdą nie jest).
Jednak wszystko jest okay. Dojeżdżamy do hotelu, meldujemy się etc. Fajnie byłoby coś zjeść. Wszystko dookoła już zamknięte. Idziemy więc na piwo do pubu.
Tam oczywiście średnia wieku jak u nas w samolocie. Większość Anglików.
Kupujemy po piwie, barmanka mówi Ź4,50, chcemy zapłacić obie, pani przeprasza, że nie wiedziała, że chcemy podzielić rachunek. Wow, zazwyczaj tyle kosztuje jedno piwo w pubie, na Malcie jednak to cena za 2 piwa. Pytamy się czy można jeszcze kupić coś do jedzenia, bo dopiero co przyleciałyśmy i w sumie to jesteśmy głodne. Wszyscy wokół zaczynają debatować o tym, że już za późno etc. Jedna pani oferuje, że jeśli mamy mikrofalówkę w hotelu, ona może dać nam mrożoną pizzę, dziadek mówi, że gdzieś tam dalej jest jakieś chińskie jedzenie, ale prawdopodobnie już zamknięte. Barmanka mówi do nas: idźcie sobie tam usiąść i pokazuje nam oddzielną część pubu.
-Co za rasistka-myślimy sobie obie- pewnie nie chce żebyśmy siedziały z resztą gości. Idziemy jednak zobaczyć jak tam jest, a tam znajduje się stół z pozostałymi przekąskami, barmanka idzie za nami mówiąc, że szkoda, że wcześniej nie przyszłyśmy, bo było więcej, no ale może znajdziemy coś dla siebie, i żebyśmy jadły ile chcemy, za darmo, nie ma problemu.
Wow, jaka miła, a człowiek już ją ocenił jako rasistkę. Śmiejemy się z tego, próbując kanapeczek, kuleczek z kurczaka i ciasteczek. No nie tak źle na tej Malcie.
O 24 zamykają pub, więc trzeba się zbierać. Przed pubem zauważamy plakat głoszący że w każdą środę jest karaoke z Lee -najpiękniejszy głos na Malcie, i zdjęcie 60letniej Lee. A czyli stąd te kanapeczki, to wiele tłumaczy.
Zmieniamy pub i poznajemy kilka osób bardziej w naszym wieku. Polecają nam kilka miejsc do zobaczenia.

Pobyt na Malcie zapowiada się nieźle.

 

 

CDN.

:)

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

Phi Phi

 

Magda

 

Magda

 

Procida

 

Neapol

 

Gabi

 

kobieta czytająca

 

Pompeje

 

Wszystkie wpisy