|
2010/07/25
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Zadziwiające ilu ludzi codziennie spotykamy... Nie zastanawiając się nawet kim są, ile mają lat... Może czasem zwrócimy na kogoś uwagę, bo brzydko, bądź ładnie się ubrał, a może zachowuje się w dziwny sposób, który albo nas irytuje, ale po prostu ciekawi. Ci wszyscy ludzie, tak długo dopóki nie zamienimy z nimi ani jednego słowa po prostu nie istnieją. Widzimy ich raz, a potem oni znikają gdzieś w przestrzeni tego ogromnego świata. Mówi się, że świat jest mały, jednak ja śmiem twierdzić, że wcale tak nie jest. Zdecydowanie to tylko nasz osobisty świat jest mały. Nawet jeśli pojedziemy gdzieś daleko i spotkamy tam kogoś kogo znamy, to znaczy że ten nasz mały świat przemiszcza się razem z nami. A to tylko dla tego, że cała reszta ludzi się nie liczy, oprócz tego jednego, bądź kliku znajomych, których akurat widzimy, rozpoznajemy. Ale co dzieje się z tymi ludźmi, z którymi wymieniliśmy jedynie kilka spojrzeń, kilka uśmiechów, kilka słów, kilka czerwieni... Czy oni też znikają gdzieś w tym ogromnym świecie? Dlaczego nie możemy wpaść na nich ponownie, mimo tego, że na znajomych wpadamy codziennie po kilka razy? A może spotykamy ich częściej, nie będąc tego świadomym? Cóż pozostaje mi wierzyć w marzenia i czekać na ten dzwonek... a kiedy otworzę drzwi, zobaczę koszyk pełen czerwonych truskawek... I znów wymienię kilka spojrzeń, kilka uśmiechów i kilka czaerwieni... jednakże tym razem nie pozwolę Ci zniknąć...
Pewnie zabrzmi to dziwnie, ale nie lubię okresu wakacji... Nie lubię tego, że nie ma zajęć, że nie mam stałego kontaktu z przyjaciółmi, że nie widujemy się codziennie... Jednocześnie cieszę się, że moja przyszła praca, tak bardzo będzie się różniła od obecnej. Nie mógłbym żyć w takiej rutynie przez rok, pięć lat, tym bardziej dwadzieścia...Tkwiąc w jakimś dziwnym układzie przygnębiających myśli, że nic się nie zmieni... że wszystko zostanie tak jak jest. Na chwilę obecną czekam z nadzieją na zmianę, na rozwój, o którym wiem, że nastąpi. Czuję, że z dnia na dzień, staję się coraz bardziej samodzielny... Że to już się stało, już wyfrunąłem z gniazda domowego. Jedyne co mi pozostało z tamtych czasów to po części kwestie finansowe. Po części, bo sam też już na siebie zarabiam... Więc może lepiej, na razie nie brać się za pracę, z której całkowicie sam będę w stanie się utrzymać? Może jeszcze za wcześnie? To ta samodzielność, która mnie przeraża. Podejmowanie decyzji, których konsekwencje spisane dosłownie na papierze ponoszę tylko i wyłącznie ja sam. Jedną taką decyzję już podjąłem, być może zbyt pochopnie. A teraz konsekwencje są tak bardzo widoczne. Ja wiem i ty też wiesz, że już jest za późno. Ale to milczące spojrzenie mówi tak wiele. Więc nie mówmy już nic więcej... To milczące spojrzenie to ostatnie co zostało i pewnie będzie takie samo za 10lat, za 20 i za 50lat też.... Pewnie oboje będziemy szczęśliwi, ale to jedno spojrzenie, zawsze nam zostanie.
Chciałbym mieć ogromne i potężne pianino akustyczne... Usiadłbym wtedy przed nim i w chwilach takich jak ta, godzinami grałbym tylko te kilka dźwięków...
JeaneArt