|
2010/03/14
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Jako fan szeroko pojętej filmografii często bywam na różnorakich forach na których to dzieciar.... ekhem. Na których to banda poje... ekhem. Na których to "ZNAWCY" wypisują swoje MONDRE opinie, do których niestety mają prawo. Zastanawiam się jak duża część photoblogowiczów i innych losowych gości została zniesmaczona dodanym do tej notki zdjęciem i ogromem tekstu pod nim. Cóż, jeśli macie trochę oleju w głowie i nie uważacie się za ludzi idących za stereotypami to please, carry on with reading. Zaznaczam, iż wszystko pisałem samodzielnie.
Nie bez powodu dodałem plakat z filmu Robocop z 1987 w reżyserii Paula Verhoevena. To chyba rozumie się samo przez się, że jestem jego fanem i darzę go wielkim szacunkiem. Nie jest on jednak głównym powodem dla którego piszę tą notkę, jest on jedynie przykładem (swoją drogą moim ulubionym) na ogólny debilizm psycho-ruchowy ludzi wychowanych na Zmierzchach, Harrych Potterach, High School Musicalach oraz tych ludzi żyjących w przeświadczeniu, że Robert "Pedward" Pattinson oraz Daniel "WhatAfag" Radcliffe ich kochają.
Tu napisałem mini-streszczenie RoboCopa, co by nakreślić o czym piszę. Widziałeś - możesz sobe odpuścić czytanie.
Zacznę może jednak od Robocopa. Jest to film opowiadający o policjancie Alexie J. Murphym (fantastycznie granym przez Petera Wellera), który to w bestialski sposób zostaje zamordowany przez kryminalistów pod dowództwem Clarence'a Boddickera. Scena ta jest pokazana wybitnie dobitnie (oo, rym), włączając to moment gdy ze strzelby zostaje mu odstrzelona ręka, a na klatę przyjmuje on jakieś 10 strzałów z 12 Gauge (z shotguna), po czym gdy kona, wypalona mu zostaje dziura w głowie kalibru .357 Magnum z Desert Eagle'a. Znakomita część audiencji do dziś uważa to za najmocniejszą scenę morderstwa w kinematografii. (Pomijając denne Piły, Kiły i inne horrory które tylko temu służą). Śmiertelnie rannego Alexa próbowano reanimować, ale z racji noszonych w ciele kilku kilogramów ołowiu próby się nie powiodły. Firma OCP (Omni Consumer Products), która to dzięki swojej potędze zarządza najważniejszymi częściami miasta Detroit, w którym to dzieje się akcja, podejmuje decyzje o wykorzystaniu ciała Murphyego do projektu RoboCop, który jak sama nazwa wskazuje ma na celu skonstruowanie policjanta - cyborga. W ten sposób Murphy, już jako RoboCop walczy z przestępczością, narkotykami, nawet korupcją. A co najważniejsze - z przebiciami swojej odebranej świadomości, dzięki której po kolei odnajduje swoich oprawców. Przeszkadza mu w tym właśnie OCP, a dokładniej jeden z pracowników wyższego stopnia - Dick Jones, który to współpracuje z Clarencem Boddickerem.
Koniec streszczenia :)
Film jest wybitnie mocny i krwawy. Pokazuje jednak ogrom korupcji i przestępczości, jaki był wtedy w Ameryce. Oczywiście, jest to odrobinę alternatywna wersja wydarzeń, jako że w RoboCopie technologia była dużo bardziej zaawansowana od tej z faktycznych lat 80. To samo tyczy się problemów natury ekologicznej - w czasie filmu w ramach przerywniku pokazywane są reklamy, np środka opalającego, który ochroni przed (niesamowicie wysokim w skutek dziur ozonowych) promieniowaniem UV, którego to częste używanie POWODUJE ZŁOŚLIWEGO RAKA SKÓRY. Film pokazuje także społeczeństwo punkowo-hippisowo-noir'owe i to jak bardzo jest ono podatne na reklamy, manipulacje oraz media. W telewizji dla dzieci emitowany jest serial, w któym to głowny bohater, TJ Lazer dziurawi przestępców na wylot, a w reklamach pokazywana jest gra planszowa dla całej rodziny "Nuke'em All!" (Zniszcz Ich Wszystkich!) symulująca konflikt atomowy, w której to gracze (rodzina) na zmianę zasypują się pociskami nuklearnymi. OCP uwielbia reklamować swoje produkty, w 2 części Robocopa promowali system zabezpieczający do samochodu, który to ewentualnego włamywacza zabija prądem na miejscu, co jest oczywiście ukazane. W 3 części RoboCopa OCP zachęca do wymiany swojego starego, zmęczonego cholesterolem i siedzącym trybem życia na nowe, mechaniczne. Oczywiście, od OCP.
Film pokazuje, jak bardzo społeczeństwo lat 80 pozbawione było kręgosłupa moralnego, wartości i jakichkolwiek skrupułów. Wszystko jest reklamowane, wpychane ludziom na siłę bez krztyny wyczucia smaku i próby ochrony młodzieży przed brutalnością i kipiącą bezpośredniością społeczeństwa. Film celowo ukazany jest w barwach szaro-burych, często jego akcja dzieję się w nocy, albo w opuszczonych hutach, fabrykach czy ośrodkach przemysłowych. Jedyne, "kolorowe" fragmenty filmu obfitują w smutek i nieszczęście - są to "flashbacki", czyli powroty w myślach do przeszłości Murphyego, już jako RoboCopa, albo są to wiadomości w telewizji, mówiące o konfliktach na świecie lub o rosnącym zanieczyszczeniu planety.
Czemu o tym wszystkim piszę? Ano, BO RZYGAĆ MI SIĘ KURWA MAĆ CHCE JAK CZYTAM KOLEJNE POSTY I WYPOWIEDZI KRETYNÓW, DLA KTÓRYCH ROBOCOP TO KOLEJNY DENNY, DO BÓLU AMERYKAŃSKI FILM O SUPERHEROSIE Z POBLEMAMI.
(Tu dosłowne cytaty z różnych miejsc w Internecie. Niektóre dosłownie przetłumaczyłem z angielskiego)
"Amerykański do bólu. Ta sama, nudna papka co wszędzie."
Pudło, Misiu. Ten film to jeden z największych AMERYKAŃSKICH (jako miejsce powstania) nie-amerykańskich filmów. Ukazuje syf, brud i patologię tamtejszego społeczeństwa bez odrobiny zawachania. Ta sama papka co wszędzie? Znajdż mi drugi film, w którym tak obrazowo pokazana jest śmierć głównego bohatera, który to po jego odbudowie wcale nie jest szczęśliwy. Brakuje mu żony, syna, i na każdym kroku jego twórcy powtarzają mu, że jest tylko maszyną, która może się zepsuć i zostanie wyrzucona. Owszem, jest happy end. RoboCop pokonuje złych. I nadal zostaje tylko maszyną. Czującą, cierpiącą. Jeszcze jakieś pytania? To idż oglądać American Pie w pętli, faggocie.
"Beznadziejne efekty specjalne, nie popisali się z animacją komputerową... "
Once again, 0 na 10. W tym filmie praktycznie NIE MA animacji komputerowej. Wszystko jest kręcone bez jej pomocy. Tak, nawet animacja ED'a 209 (droida bojowego także występującego w filmie) to nic innego jak animacja stopklatkowa. Przesuwanie stworzonego modelu o centymetry i robienie mu zdjęć. Wypadałoby wiedzieć, o czym się pisze. Neeeeeeeeeeeeext.
"Najgorszy film jaki widziałem, spałem na nim prawie. Hcecie roboty - obejżcie transformes"
Książkowy przykład na bite penisem po twarzy dziecko czeczeńskiego partyzanta. Porównanie jak Bugatti do FSO Poloneza. Na miejscu Twoich Tatów bym Cię uśpił.
"Film przekoloryzowany i przewidywalny, strata czasu"
Przekoloryzowany? Jak na tamte czasy tak, ale pozornie. Przewidywalny...? Nie. Przewidujący. Drogi Idioto, jeśli masz choć krztynę oleju we łbie, to spójrz na świat. Wciskane nam jest dosłownie wszystko przez reklamy pokroju Goździkowej, jesteśmy zapasieni, ograniczeni i z obsesjami. Dajemy sobą manipulować jak ściera do podłogi w rękach sprzątaczki. Ze środkowiskiem też nie jest jakby najcudowniej. Znajdź coś, czego RoboCop jako film nie przewidział. O rozwoju cybernetyki i o tym, że Detroit ma jeden z najwyższych wskaźników przestępczości w Stanach Zjednoczonych nie wspomnę. Co, brakuje jakiegoś RoboCopa? Nie, zawodzą rządy i korporacje. Jak w filmie. Polecam poczytać książkę J. Clarksona "Motoworld" (tego od TopGear) i znaleźć w niej część o Detroit.
To chyba mój rekord, jeśli o notkę na PB chodzi. Nie sądziłem, że pobije go przy okazji pisania tekstu w obronie RoboCopa. Czemu postanowiłem uczynić to tutaj? Cóż, chciałem sobie oszczędzić wchodzenia w dyskusję na forach, z których pochodzą powyższe cytaty. Nie miałbym szans w starciu potęgą Internetowej Anonimowości, która to tylko przyparta do muru z braku laku, sensu, inteligencji wprost mi wypali, że mam wypierdalać, że się nie znam, i że RoboCopa powinien zagrać Robert Pattinson bo JJJJJJJJEEEEEEEESSSSSSSUUUUUUUSSSSSSSS JAKI ON SWE333T NORMALNIE GO KOCHAM AAAAAAAAA I TAK ŚLICZNIE SIĘ BŁYSZCZY NA SŁOŃCU. Ta, na Słońcu. Z motyką na Słońce. Że co, że to przez propagandę, marketing i konsumpcjonizm? Lol, to było w RoboCopie.
Do ewentualnych internetowych trollów i napinaczy: pisanie w komentarzach "robokop to guwno" i tego typu podobne rusza mnie tak, jak Edwarda ze Zmierzchu rusza to, że się przy jego zdjęciu masturbujecie. Ech, lubię odniesienia do niego. Chyba go potajmnie kocham.