Na samą myśl o tym serce prawie jej pękło,
zostały zdjęcia które na chwile zatrzymały przeszłość.
Dalej kręci się ziemia, a gdyby mogła cofnąć czas
lub wiedzieć jak wymazać przykre wspomnienia.
Otula zmarźnięte ciało grubym kocem,
w rękach gorąca herbata nalepsza na chłodne noce.
Z nerwów masuje skronie czubkami palców,
znów rani to coś czego nie można wyrazić łzami.
Trzysta sześćdziesiąt pięć dni. Średnio godzina dziennie. Raz w autobusie, w metrze, w tramwaju, na ulicy, w łazience, w domu, w pracy, we śnie. Przy okazji wszystkiego i bez okazji. Proszony czy znienawidzony. Są takie dni, które trwają bardzo długo, ale są też takie, które nigdy się nie kończą. I mimo upływu czasu, narastania obowiązków, braku oddechu i chwili wytchnienia, zawsze znajdą moment, by wpasować się, w pękający w szwach grafik Twojego dnia i sporo tam namieszać. A Ty nawet nie chcesz ich wyrzucać, nie chcesz zapominać.
Jeśli jesteś wystarczająco dzielny, żeby zostawić za sobą wszystko i wyruszyć na poszukiwanie prawdy zewnętrznej lub wewnętrznej; jeśli wszystko, co napotkasz na swej drodze potraktujesz, jako podpowiedzi i wszystkich napotkanych ludzi, jako nauczycieli; jeśli jesteś w stanie wybaczyć sobie kilka gorzkich błędów - wtedy prawda nie będzie przed Tobą zatajona.
Nie wiedziałam, że to tak boli.